Działalność portalu stoi pod znakiem zapytania.
Aby dalej funkcjonować i rozwijać serwis potrzebujemy Waszego wsparcia.
Dziękujemy za pierwsze wpłaty.Otrzymalismy w sumie 400zł. Pozwoli to opłacić serwer.
Działalność portalu stoi pod znakiem zapytania.
Aby dalej funkcjonować i rozwijać serwis potrzebujemy Waszego wsparcia.
Dziękujemy za pierwsze wpłaty.Otrzymalismy w sumie 400zł. Pozwoli to opłacić serwer.
Ostentacyjne reakcje Putina i Miedwiediewa i wypowiedzi o „unicestwianiu zwierząt” oraz słowa Patruszewa, mogą stanowić zapowiedź rozwinięcia prowokacji w kierunku gruzińskim i wykorzystania jej jako pretekstu do ostatecznej „rozprawy z terrorystami”.
Szanowni Państwo,
Uprzejmie informujemy, że nasza akcja związana z apelem w sprawie usunięcia pomnika Józefa Stalina znajdującego się w Gruzji, w mieście Gori zakończyła się sukcesem.
Pan Ambasador Gruzji w RP odpowiedział na nasz list otwarty i
przekazał informację, iż władze Gruzji podjęły decyzję o likwidacji pomnika.
Otrzymaliśmy pozdrowienia z okazji Dnia Niepodległości z dalekiej Gruzji. Napisała je - w imieniu swoim jak i swoch przyjaciół - Tamara Mczedliszwili, która w gorące sierpniowe dni przekazywała nam informacje i materiały.
Z przykrością stwierdzamy, że porozumienie o zawieszeniu broni z 12 sierpnia nie zostało jeszcze w pełni wprowadzone w życie, w szczególności w punktach dotyczących wycofania wojsk rosyjskich na pozycje sprzed wybuchu konfliktu oraz zapewnienia swobodnego dostępu do pomocy humanitarnej, w myśl uzgodnień pomiędzy przywódcami Europejskimi i Rosją.
Dotarłem do byłego prezydenta Gruzji Eduarda Szewardnadze. Dziś odwiedziłem go w Tbiliskiej rezydencji, by odpowiedział mi na parę pytań. Gdy przygotuję odpowiedni materiał, oczywiście podzielę się z wami wszystkimi. Może będzie na tyle ciekawie, że wywiad wydrukuje "Gazeta Polska". U Szewardnadze byłem z Tamarą Mczedleszwili, byłą dziennikarką. W czasie wojny Tamara przekazywała nam materiały i informacje, które natychmiast tłumaczyliśmy i przekazywali do polskich środków masowego przekazu. Przed wejściem do domu Eduarda Szewardnadze stoi wartownia, na której sprawdza się dokumenty. Potem rutynowa kontrola specjalnym przyrządem (nieraz na lotniskach takim szperaczem jadą po człowieku, sprawdzajac czy nie ma noża czy pistoletu). Na polecenie ochrony, należy zrobić aparatem fotograficznym próbną fotkę oraz włączyć dyktafon. Boją się bomby. Telefony komórkowe pozostają na wartowni, wyłączają je. Dokumenty oddają przy wyjściu.
Z Karaleti jedziemy do Ergeneti, to ostania miejscowość przed strefą kontrolowaną przez Rosjan i Osetyńczyków. Za tą strefą - Cchinwali, stolica „niepodległego” państwa (tzw. Osetii Południowej). Pomiędzy ostatnim posterunkiem z Gruzińską i międzynarodową obsadą (żandarmeria Francuska) a posterunkiem rosyjsko-osetyńskim dzieli odległość 300-400 metrów. Francuzi oglądają Osetyńczyków przez lornetki, Osetyńczycy odwzajemniają się. Na strefę "niczyją" nikt nie wchodzi. Może być gorąco.......po drodze mnóstwo spalonych domów i zniszczonych samochodów.
Rosjanie utworzyli na trasie Gori - Cchinwali punkt kontrolny, przy którym stacjonowały spore siły wojskowe wraz z technika pancerna. Stad do Ergeneti (ostatnia miejscowość przed Cchinwali) jest około 20 km. Rosjanie kontrolowali spory obszar, zamieszkany przez Gruzinów, jak i Osetyńczyków. Po wkroczeniu Rosjan, okoliczne wioski opustoszały: ludność gruzińska uciekła przeważnie do Gori i okolic. Ich domy zostały ograbione, część spalona przez Osetyńczyków za przyzwoleniem okupacyjnych sił rosyjskich.
Z Gori wyruszyłem do pobliskiego uzdrowiska Borzomi, słynnego z przetwórstwa wód mineralnych (70 km od Gori). Góry otaczające Borzomi przypominają nasze Beskidy. Wokół Borzomi znajduje się unikalny park narodowy, największy w Gruzji. W czasie agresji rosyjskiej na Gruzje, Rosjanie z premedytacja podpalali drzewostan parku. Zrzucali z samolotów i helikopterów bomby zapalające. Pożary trwały ponad 20 dni.
Dla tych, którzy nie będą mogli wrócić na swoja ziemie, państwo postanowiło wybudować nowe domy. Budynki są wykonywane według jednego standardu, maja wymiary 9 X 7 metrów. Rejon Gori wydzielił pod budowę kilkanaście hektarów ziemi. Planuje sie zakończenie prac w ciągu paru tygodni, by uchodźcy jeszcze przed zimą mieli gdzie zamieszkać. Każda rodzina otrzyma podstawowe sprzęty domowe i meble, oraz zasiłek pieniężny. Dzieci będą uczęszczać do najbliższych szkół.
9 października dotarłem w Gori do namiotowego obozu uchodźców. Jest tu ich ponad 2,5 tysiąca. Gdy w tym samym dniu rosyjscy okupanci odjechali z miejscowości Karaleti, dziś, 10 października ci uchodźcy, którzy tam przed agresją mieszkali, zaczęli powracać do swoich domów. Miasteczko namiotowe częściowo opustoszeje. Lecz nie wszystkim uchodźcom będzie dane powrócić do swych siedlisk. Niektórzy zamieszkiwali wioski wokół Cchinwali. Teraz jest to obszar „niepodległego” państwa, uznanego przez Putina i Miedwiediewa.
