Działalność portalu stoi pod znakiem zapytania.
Aby dalej funkcjonować i rozwijać serwis potrzebujemy Waszego wsparcia.
Dziękujemy za pierwsze wpłaty.Otrzymalismy w sumie 400zł. Pozwoli to opłacić serwer.
Działalność portalu stoi pod znakiem zapytania.
Aby dalej funkcjonować i rozwijać serwis potrzebujemy Waszego wsparcia.
Dziękujemy za pierwsze wpłaty.Otrzymalismy w sumie 400zł. Pozwoli to opłacić serwer.
Prawie cały trzon zespołu redakcyjnego "Wybiórczej" (wtedy jeszcze z dopiskiem "Solidarność" wywodził się z wydawanego od 1982 roku "Tygodnika Mazowsze". Tygodnik miał filie w całym kraju (dodruki), i nie były to byle ulotki na powielaczu spirytusowym, lecz wysokiej jakości offsetowe odbitki. Nic w tym dziwnego-Tygodnik Mazowsze był blisko "szefów podziemia", (takich jak np. Bujak), i wyrażał opinie tzw. "konstruktywnej opozycji", więc pchano tam środki finansowe, oraz najnowszą technologię poligraficzną, które przychodziły z Zachodu.
„- (...) Mamy filmy, mamy zdjęcia i jeśli nawet ukryliby się, znajdziemy ich i naród ich powiesi (...)”- mówił Lech Wałęsa na konferencji prasowej w dniu 4 maja 1989 roku. Słowa te nie odnosiły się jednak do komunistów, ale do organizatorów i uczestników niezależnych manifestacji niepodległościowych przeprowadzanych wtedy w Trójmieście. Przywódca „Solidarności” wzbudzał 20 lat temu, o wiele więcej kontrowersji niż obecnie. Niestety, wtedy jeszcze nie było pluralizmu w oficjalnych mediach. Dopiero dzisiaj, coraz bardziej śmiało, blokowana wtedy dyskusja, odżywa w wymiarze historycznym.
W okresie ogłoszenia stanu wojennego staliśmy się ofiarami i dzisiaj nie wspominam stanu wojennego po to, ażeby teraz za wszelką cenę szukać winowajcòw, chociaż powinni oni ponieść odpowiedzialność karną za popełnione zbrodnie komunistyczne. Dzisiaj nie mają oni odwagi wystąpić publicznie i przeprosić polskie społeczeństwo za wyrządzone krzywdy, cierpienia fizyczne i moralne, ktòre doprowadzały do tragedi osobistych i rodzinnych. Ja czuję się moralnie winnym, że nie byłem w służbie polskiego narodu i za to przepraszam polskie społeczeństwo.
Urodziłem się w Szczecinku na Pomorzu Zachodnim. Tu w 1945 r. osiedlili się moi rodzice. W Szczecinku ukończyłem szkołę średnią i odbywałem służbę wojskową.
Byłem z siebie zadowolony, ale przez myśl mi nie przeszło, że celem tego spotkania było „opracowanie” mnie jako kandydata na TW... O tym dowiedziałem się dopiero teraz, w 26 lat później. Wtedy myślałem tylko, że SB chce się czegokolwiek dowiedzieć o moich kontaktach.
Problem z konfidentami polega na tym, że normalni ludzie tego nie robią i nie są w stanie pojąć, że ktoś może ich “robić na żywca”, patrząc z nieodpartą szczerością prosto w oczy.
Był czas, gdy ciągle miałem wokół siebie konfidentów. Dzięki temu nadzwyczaj wyostrzyły mi się zmysły. Jak mawiał znajomy: “Ten to jest lis, ale ja na lisy poluję”.
Program zakładał, że godzinę przed manifestacją nadamy specjalną audycję na częstotliwości milicyjnej, zawierającą apel do milicjantów tłumaczący przyczyny wyjścia na ulice i wzywający do nieużywania przemocy. Jakkolwiek nie wierzyliśmy w skuteczność tego apelu, zawsze warto psychicznie nieco zmiękczyć przeciwnika. W audycji zapowiadaliśmy też, że za chwilę uruchomimy na pasmach milicyjnych zagłuszarki w wielu punktach miasta.
Przez następne pół godziny spokojna i milczące manifestacja narastała, by nagle zniknąć kilka minut przed szóstą. Wtedy to – zgodnie z wezwaniem – należało skierować się do kościoła p.w. Piotra i Pawła (dzisiejsza katedra).Tam ks. Konrad Kołodziej odprawił mszę św. w intencji Ojczyzny. Na Pl. Mickiewicza doszło do starć z ZOMO i zatrzymano pewną liczbę osób. Od tego wydarzenia bierze się również zmiana tytułu „Biuletynu”, wydawanego nieprzerwanie aż do 1989 r., na „Manifestacja Gliwicka”. Inicjatorem zmiany tytułu był Jarczewski.
