GEREMEK Z REYKOWSKIM
W wyborach czerwcowych, w których opozycja osiąga przewidywane zwycięstwo. Jest szansa na wyłonienie demokratycznego rządu. Pierwszą propozycją był rząd Bronisława Geremka. Tę próbę zablokował Lech Wałęsa. Właściwie dlaczego to się wówczas nie opłacało?
- Myślę, że osoba Bronisława Geremka była niedobra dla operacji, którą chciano tutaj przeprowadzić. Dla potrzeb Okrągłego Stołu i dla potrzeb bieżącej akcji stworzono układ, w którym głównymi rozmówcami obydwu stron byli dwaj dobrze sobie znani ludzie. (Lech Wałęsa udziału w bezpośrednich pertraktacjach nie brał, on to wszystko firmował, natomiast całe wykonanie tej operacji było w innych rękach.). Prowadzącym na co dzień rozmowy Okrągłego Stołu po stronie solidarnościowej był Bronisław Geremek, postać kluczowa dla całego przedsięwzięcia. Po drugiej stronie do tej operacji został użyty ktoś, o kim wiadomo, że był wieloletnim współpracownikiem Bronisława Geremka. Był to prof. Janusz Reykowski, człowiek z tego samego co Geremek kręgu partyjnych pracowników Uniwersytetu Warszawskiego, człowiek, który wymieniał Geremka jako członka egzekutywy partyjnej na uczelni. Jego wieloletni dobry znajomy. Nie powiem przyjaciel, bo nie znam bezpośrednich relacji między nimi. Na pewno jednak były to relacje bliskie, gdyż fragment życiorysu obu panów, od końca wojny do końca lat 60-tych, jest absolutnie wspólny. W momencie inauguracji rozmów Okrągłego Stołu, Reykowski, z szeregowego działacza partyjnego, co prawda działającego w kręgu intelektualnego zaplecza frontu ideologicznego, nagle awansował do najwyższych władz partyjnych. Stał się przedstawicielem partyjnej ekipy, która rozmawiała z ekipą opozycyjną. Sądzę, że tej operacji, w momencie kiedy osiągnęło się ten pierwszy pułap, kontynuować nie było można. Obniżałoby to jej skuteczność w oczach szerszej opinii publicznej. Trzeba więc było znaleźć nowych ludzi, nie mających w swoich życiorysach tak ewidentnych związków z drugą stroną.
Nie wiem, jak dalece Lech Wałęsa to rozumiał, ale wydaje mi się, że rozumiała to doskonale druga strona i myślę, że potrafiono to Lechowi Wałęsie wytłumaczyć.
- Kandydaturę Tadeusza Mazowieckiego wysunął Jarosław Kaczyński. Mnie się wydaje, że z punktu widzenia interesów komunistów to była rzeczywiście kandydatura idealna. Człowiek, który miał lepszą opinię niż prof. Geremek, był katolikiem z obozu "postępowego", a jednocześnie reprezentował nurt ugody z komunistami.
Konstrukcji tego rządu również nie można było nic zarzucić - wicepremier Czesław Kiszczak, strategiczne ministerstwa pozostają dalej w rękach komunistów, a na stanowiskach tak istotnych, jak MSZ, znajduje się osoba o niejasnej przeszłości. Jak Pan ocenia ten tak zwany personalny rząd?
Źródło: Jan Olszewski, Prosto w oczy. Z Janem Olszewski rozmawia Ewa Polak-Pałkiewicz, Warszawa 1997, s.278-279.
