PRZYPADEK ADAMA MICHNIKA

„Człowiek, który przez wiele lat będąc manipulowany padł ofiarą manipulacji i sam stał się manipulatorem. Wszędzie wietrzy spiski, zagrożenia, jest niezwykle podejrzliwy i broni się przed tymi obsesjami przez intrygi. Ma to we krwi.”(1)

Adam Michnik to postać wybitna, fascynująca i niejednoznaczna. Wokół jego działalności publicznej narosło już sporo poważnych wątpliwości, których - o ile wiem - nigdy nie pofatygował się wyjaśnić.

W opracowanym pod koniec maja br. raporcie Wydziału Studiów ministra SW dla premiera Jana Olszewskiego, czytamy: „Niepokojące było udostępnienie akt służb specjalnych niektórym osobom związanym z kontraktem 'okrągłego stołu'. Przykładem jest tzw. komisja Michnika”.(2) Komisja ta działała na terenie MSW, mając dostęp do najtajniejszych materiałów w okresie od 12 kwietnia do 27 czerwca 1990 roku. Powołana została na wniosek ówczesnego ministra edukacji narodowej Henryka Samsonowicza. Poza Michnikiem w jej skład weszli: profesorowie historii Andrzej Ajnenkiel i Jerzy Holzer oraz dyrektor Archiwum Akt Nowych, Bogdan Kroli. „Jeden z nich figurował w kartotekach jako TW. Jedynym materiałem, który po sobie pozostawiła Komisja, jest liczące dwie strony sprawozdanie wraz z enigmatycznym spisem materiałów archiwalnych i wnioskiem o przekwalifikowanie kategorii dokumentów z tej wyrywkowej listy. (...) Nie ma jednak żadnej podstawy prawnej działania Komisji. Korzystanie z dokumentów odbywało się poza wszelkimi procedurami obowiązującymi w MSW.”(3) Antoni Macierewicz o komisji Michnika mówi tak: „O jej działalności wiadomo tylko tyle, że została utworzona w bardzo dziwacznym trybie przy ministrach edukacji narodowej i spraw wewnętrznych i działała półtora miesiąca. Nie pozostawiła po sobie dokumentów mogących zweryfikować, co naprawdę zrobiła, co przeglądała, co ewentualnie zniszczyła. Członkowie komisji, reprezentujący bardzo określoną opcję polityczną, mieli dostęp do archiwów poza wszelkimi procedurami. Niektórzy z nich jeszcze półtora miesiąca temu bezpodstawnie [a to skąd wiadomo? - AZ] oskarżali publicznie środowiska, z którymi współdziałali o obecność w nich współpracowników SB. Adam Michnik w przedmowie do francuskiego wydania wspomnień gen. Jaruzelskiego, rzucając oskarżenia nie przytoczył żadnych materiałów dowodowych, nie zastrzegł się, że jest to kwestia, którą trzeba najpierw zbadać. Wtedy prasa nie protestowała [tu przypis od redakcji „Nowego Świata”: „Na str. 385 wydanych we Francji „Wspomnień” gen. Jaruzelskiego znajduje się następujące zdanie Michnika: „Umiejscawiając waszych agentów w „Tygodniku Mazowsze”; był moment, kiedy większość osób pracujących w tym tygodniku, to byli wasi pracownicy”]”(4)

Nieco na marginesie, warto zauważyć, iż w gorących chwilach afery lustracyjnej żaden z członków tej komisji (poza samym Michnikiem) nie włączył się do debat, nie próbował przedstawić opinii publicznej swych doświadczeń z pracy w komisji. Wydawać by się mogło, iż profesorowie-historycy, którym dane było zapoznać się z aktami MSW, to osoby kompetentne, mające coś do powiedzenia w sporach o lustracje.

Czy to, iż Michnik mógł w więzieniu pisać swe teksty, że był w stanie wielokrotnie przekazywać je na zewnątrz do publikacji w podziemnych wydawnictwach, jest wystarczającą przesłanką do tego, by uznać go za agenta? Idące tym tropem, mniej lub bardziej aluzyjne posądzenia spotykamy w prasie wielokrotnie. W artykule poświęconym Michałowi Falzmannowi, inspektorowi NIK, który nagłośnił aferę FOZZ, można przeczytać wypowiedź jego żony: „Pamiętam, że kiedyś powiedział, że dojście do władzy grupy Michnika, będzie następną tragedią Polski, ponieważ jest to elita promoskiewska. Wybuchła kolejna afera towarzyska. Michał argumentował, że środowisko to najlepiej będzie chroniło imperialne interesy Moskwy w Polsce. Wskazywał na liczne absurdy sytuacyjne - w jaki sposób represjonowany opozycjonista może w więzieniu f1sać książki, mieć dostęp do tekstów źródłowych i jeszcze wydawać je (...)”(5)

Zarzuty promoskiewskości wobec Michnika wydawały mi się grubo przesadzone do momentu aktywnej obrony przez „Wyborczą" prezydenckiej wersji traktatu Polski z Rosją. Wersji umożliwiającej stronie rosyjskiej zakładanie w opuszczonych przez wojska bazach spółek polsko-rosyjskich.

Nigdy nie spotkałem się z wyjaśnieniem przez samego Michnika fenomenu jego więziennej twórczości. I choć oczywiście poszlaki nie są dowodami, to dobrze byłoby wątpliwości wyjaśniać.

Prawdopodobne wydaje się, iż od któregoś momentu komunistyczne władze rozmyślnie budowały Michnikowi legendę, nagłaśniając jego osobę poprzez publiczne ataki, że być może i tą drogą manipulowano nim, że wreszcie - to chyba najważniejsze - wybierano i ustawiano sobie przeciwnika. Nie zawsze trzeba sięgać po bardziej brutalną i jednoznaczną procedurę, o której wspomina Bogdan Borusewicz: „w stanie wojennym oni specjalnie aresztowali jednych w strukturach 'S', by zwolnić miejsce dla swoich.”(6) Można namaszczać w swoisty sposób tych spośród opozycjonistów, których uznaje się (prawdopodobnie w wyniku jakoś przeprowadzonej analizy politycznej i operacyjnej) za wygodnych dla siebie przeciwników. Być może tego typu celom służyć miało słynne blokowanie rozmów Okrągłego Stołu z powodu uczestnictwa w delegacji strony społecznej Jacka Kuronia i Adama Michnika. Czyż w ten sposób nie uczyniono ich postaciami przy Stole wprost niezastąpionymi
?
Jeśli tak było, to czy postawiono na dobrą kartę? Jesienią '89 Michnik uczestniczy w telewizyjnych (częściowo ukartowanych) dyskusjach z Aleksandrem Kwaśniewskim, lansuje go i nadaje renomę aparatczyka oświeconego. Wiosną '90 stanowczo przeciwstawia się w Sejmie pomysłom znacjonalizowania majątku PZPR, krytykuje wszelkie próby ujawniania agentów. W kraju i za granicą promuje Jaruzelskiego jako kolejnego oświeconego komunistę i przeciwnika-gentlemana. wreszcie fraternizuje się z nim. Niezłomny, wynoszony niegdyś siłą z więzienia, Michnik czuje się teraz lepiej w towarzystwie Urbana,(7) niż w gronie wielu swych dawnych kolegów z podziemia.

„Gazeta Wyborcza” z jednej strony przeciwstawia się zdecydowanie wszelkim próbom wyjaśniania zjawisk politycznych przez wskazywanie na tajne działania spiskowe jako ich przyczyny. Nie informuje np. w ogóle o działaniach Józefa Szaniawskiego, publicznie oskarżającego szereg wymienionych z nazwiska wysokich oficerów MON i MSW o współpracę z KGB.(8) Nie odnotowuje licznych innych publikacji podejmujących wątek zagrożenia ze strony Moskwy. Dziwnie zachowuje się w sprawie Mariana Zacharskiego, agenta polskiego wywiadu, który uzyskał od Amerykanów niezwykle cenne dane wywiadowcze z tym, że przydatne jedynie dla strony radzieckiej. W dwa tygodnie po artykule w „Tygodniku Solidarność”,(9) przedstawiającym postać Zacharskiego, będącego, wtedy dyrektorem państwowej firmy Pewex, nie wspominając o jego szpiegoskie przeszłości w ogóle, „Wyborcza” na pierwszej stronie zamieszcza notatkę będącą kryptoreklamą sprowadzonej przez Pewex do Polski rewii „Świat Walta Disneya na Lodzie”. Po wykonanym wtedy telefonie, wyrażającym zdziwienie taką polityką redakcyjną, w rubryce Telefoniczna Opinia Publiczna nie ukazał się żaden ślad. Przez długi czas „Wyborcza” wytrwale bagatelizuje aferę FOZZ.(10) Słowem - przemilcza kwestie niepokojące, a jednocześnie w maju '91 poświęca niemal dwie strony, by bez komentarza przedrukować z amerykańskiego czasopisma erotycznego, „Penthouse”, bzdurny, niewsparty żadnymi faktami, artykuł o rzekomej Piątej Międzynarodówce, supertajnej organizacji utworzonej po upadku komunizmu przez elity wschodnioeuropejskich służb bezpieczeństwa.(11) Jeśli za taką polityką redakcyjną kryje się jakaś logika (nie zawsze musi się kryć, w końcu w życiu społecznym i przypadki, i głupota mają swoje miejsce), to wydaje się ona polegać na tym, by ogłaszając pachnący literaturą science fiction tekst, kompromitować samą ideę tropienia tajnych spisków w świecie rzeczywistym.

Gdy ukazują się ważne dla zrozumienia wydarzeń ostatnich lat książki, takie jak: „Byłem gorylem Jaruzelskiego”, „Konfidenci są wśród nas...” oraz „Lewy czerwcowy”, „Wyborcza” najpierw stosuje taktykę przemilczenia. Oskarżenie Wachowskiego o związki z SB formułuje Kaczyński na konferencji w czwartek, 7 stycznia. W piątkowej „Wyborczej” ani śladu tego faktu. W sobotniej także. Dopiero w poniedziałek - gdy już jasne stało się, że sprawy nie uda się wyciszyć - na trzeciej stronie ukazuje się informacja i komentarz. Na pierwszą stronę sprawa zostaje przeniesiona dnia następnego, gdy pojawia się komendant Superczyński a piłka w grze zdaje się być w rękach Wachowskiego.

A w jaki sposób „Wyborcza”, to poważne pismo, podchodzi do samych książek. Tu stosuje swą ulubioną metodę: skoro czegoś nie sposób przemilczeć bądź zbagatelizować, to należy starać się to ośmieszyć. O samej książce rozmów Henryka Piecucha z Gotówko „Wyborcza” się nie wypowiada, choć w grudniu '92 ukazuje się próba ośmieszenia prasowych wypowiedzi byłego szefa ochrony Jaruzelskiego.(13) O książce „Konfidenci” głos zabiera specjalista od poezji, przekładów i krytyki literackiej, Stanisław Bamńczak. W obszernym tekście zatytułowanym „Paranoicy są wśród nas...,”(14) opowiada o książce w konwencji ironicznej: oto powieść o stadiach rozwijającego się obłędu. Dwa dni później o „Lewym” wypowiada się Piotr Bratkowski, autor posiadający podobne kompetencje jak Barańczak. W niemal całostronicowym tekście „Krucjata Bourne'a, czyli Ludlum po polsku”(l5) sprowadza wartość poznawczą książki do zabiegów literackich znanego autora powieści sensacyjnych.

Nasuwa się pytanie: czy „Wyborczą” naprawdę nie stać na poważną analizę tych publikacji? Można było przecież poprosić o ocenę historyków, politologów bądź socjologów. Z pewnością książki te mają liczne słabe punkty. Zawierają jednak dostatecznie wiele istotnych informacji i ocen, by warte były poważnej analizy. Największego dziennika jednak na to nie stać.

Ktoś nie zawsze czytający „Wyborczą” mógłby teraz spytać, jak odniosła się ona do książki gen. Kiszczaka, „mówiącego prawie wszystko...”? Otóż przedrokowała fragmenty jego opowieści jeszcze przed wydaniem książki.(16) Odwagi w szyderstwie nabrała wobec ludzi, którzy wobec p. Kiszczaka i jego towarzyszy nie czują tak nabożnego szacunku jak jej naczelny.

Wydaje się, iż są to kolejne przejawy tego, iż „Wyborcza” nie dąży do zrozumienia sytuacji w jakiej znalazł się nasz kraj i uchwycenia faktycznych mechanizmów przemian. Zamiast tego prowadzi kampanię o taką definicję obecnej sytuacji politycznej, z której wynikałaby bezsensowność wszelkich zabiegów lustracyjnych i dekomunizacyjnych. Dyskusje zastępuje przypinaniem etykiety „oszołoma” myślącym inaczej.

Przypominają mi się w tym miejscu koncepcje zachodnich teoretyków polityki, wskazujących, iż władza polega nie tylko na powodowaniu tego, by ludzie wybierali takie działania, które są dla kogoś korzystne. Istotne jest też takie określenie samego pola wyboru, by rządzeni nie uznawali za realne i celowe (przeto by w ogóle nie pragnęli) tego, co w interesie władzy nie leży. W obecnej sytuacji taktyka „Wyborczej” wydaje się przejrzysta: pisać tak, by pewne opcje polityczne jawiły się jako niegodne rzeczywistego, publicznego namysłu. Ośmieszając to co niewygodne, uniemożliwiać poważną debatę nad wybranymi zagadnieniami.

Nie wiem, czy dałoby się w sposób uzasadniony twierdzić, iż Michnik był (ewentualnie - jest) agentem jakiejś tajnej służby. Na moje osobiste wyczucie nim nie był. Ale bez wątpienia był przedmiotem licznych gier operacyjnych i zapewne - sam świadomie uczestniczył w niektórych z nich ufając, iż to on tasuje karty. Czy był jednie ofiarą różnych manipulacji? Skłonności do prowadzenia zakulisowej polityki temu zaprzysiężonemu przeciwnikowi spiskowych interpretacji dziejów nigdy nie brakowało. Na przykład, w okresie rozmów Okrągłego Stołu na specjalnie zaaranżowanym spotkaniu (w dn. 11 marca) uzgadnia z Urbanem szereg rzeczy, w tym zapewnienie przez stronę partyjną przedruku w „Życiu Warszawy", tekstu solidaryzującego się z listem intelektualistów radzieckich do „Gazety Krakowskiej”,(17) a także omawia z Urbanem główne kierunki polityki wschodniej opozycji.(18)

Dzisiaj sam próbuje rozdawać karty do gry, wykorzystując do nich „Gazetę Wyborczą”. Czyim interesom faktycznie sprzyja, przemilczając i bagatelizując wiele spraw - w tym zagrożenia ze strony ZSRR i później Rosji?

W polityce polskiej od dawna ścierają się dwie opcje: na rzecz bliższych powiązań z Niemcami przeciw koncepcjom jakiegoś sojuszu z Rosją. Słuszność jednej z tych opcji wcale nie jest z góry raz na zawsze przesądzona. Czy można jednak ufać politykom, którzy broniąc jednej z nich robią wszystko, by faktu tego nie ujawnić, politykom, których nie stać na otwarte przedstawienie swego programu politycznego? Czy młodzi, utalentowani redaktorzy „Wyborczej” zdają sobie sprawę, w jakiej zabawie uczestniczą? Kto i wobec kogo sygnalizuje za pomocą takiej polityki redakcyjnej swą lojalność? Być może zresztą Michnik nie kontroluje w pełni kulisów polityki informacyjnej swej gazety. Ponosi jednak za nią odpowiedzialność.

* * *

Zabezpieczenie agenturalne nie ogranicza się do tego, by każdą przydatną postać uczynić swym agentem. Czasem wystarczy opanować bezpośrednie otoczenie społeczne danej osoby, by skutecznie karmić ją informacjami, rozmaitymi bodźcami i urazami; by prowokować emocje i uprzedzenia; by odwołując się do czyichś najlepszych intencji i zdolności powodować nim wedle swych interesów.

Słowem, nie trzeba być czyimś świadomym agentem, aby być jego sojusznikiem lub sługą. Być może do Wałęsy i Michnika też dałoby się odnieść spostrzeżenie J. Kaczyńskiego, że „niektórzy politycy wywodzący się z solidarnościowej opozycji prowadzili swego rodzaju grę z organami bezpieczeństwa i ujawnienie akt MSW było dla nich zakwestionowaniem dorobku całego życia.”(19)

Na pewno były to gry bardzo ryzykowne - nie tylko z moralnego punktu widzenia - choć mogły być podejmowane z najlepszymi intencjami. Zapewne w którymś momencie łatwo było stracić orientację co do szacunku strat i korzyści. Niezależnie wszak od tego, jakie były efekty - wydaje się, iż jeśli przy okazji takich rozgrywek ktoś został umorusany, powinien mieć tyle przyzwoitości, by usunąć się z centrum życia publicznego.

Próbowałem powyżej, omawiając przypadki Lecha Wałęsy i Adama Michnika, wskazać okoliczności, nakazujące zastanowić się, czy w obecnej sytuacji są oni w stanie (niezależnie od swych pragnień) dobrze służyć Polsce. Z drugiej strony trzeba dodać, iż nawet gdyby okazało się, że słuszne są nawet najbardziej ponure podejrzenia wobec tych osób, to i tak ich wieloletnia aktywność odegrała znaczącą rolę w procesie upodmiotowiania społeczeństwa.

Obecnie dla wielu ludzi postępowanie tych dwóch wybitnych postaci jest zbyt nieczytelne, aby można było przejść nad tą sprawą do porządku dziennego. Uwagi moje oparte są, rzecz jasna, tylko na poszlakach. Czy można jednak powiedzieć, że mamy tu do czynienia z postaciami o niposzlakowanej opinii? Wątpliwości jest tyle, by rzecz całą warto było poddać spokojnemu, rzeczowemu namysłowi. Już na marginesie dodam, iż jeśli zaprezentowana w tej książce interpretacja upadku komunizmu jest prawidłowa, to rzeczywistość okazuje się być bardziej przewrotna, niż najbardziej nawet groteskowe pomysły niektórych dziennikarzy.

Sprawozdanie z ostatniego zjazdu "S" jeden z nich skomentował tak: „W kuluarach Zjazdu krążyły różne listy z nazwiskami współpracowników UB i SB. Gdyby oprzeć się na wersjach najbardziej szczegółowych można by dojść do zaskakującego wniosku, że to właśnie SB obaliła komunę rękoma swoich tajnych współpracowników, agentów i donosicieli. Być może zatem jest to Służba tyleż zasłużona co znienawidzona, i jako taka zasługuje na kilka ciepłych słów.

Wychodzi bowiem na to, że te wszystkie pałowania, przesłuchania, szantaże, inwigilacje, prowokacje, zabójstwa były jedynie otoczką ukrywającą prawdziwe oblicze służby. Idiotyzm? Oczywiście, ale w kraju, w którym wszystkich, począwszy od prezydenta, a kończąc na biskupie X, pomawia się o współpracę z tajnymi służbami politycznymi komuny, tylko jeszcze idiota może czuć się w miarę normalnie.”(20)

Kłopot w tym, iż niekiedy rzeczywistość bywa bardziej pogmatwana, niż jest to w stanie ogarnąć wyobraźnia. Dlatego też nie ma logicznego związku miedzy ewentualną trafnością przypuszczenia z akapitu pierwszego zacytowanej wypowiedzi, a akapitem drugim. Pałowania, szantaże i zabójstwa nie były tylko otoczką ukrywającą prawdziwe oblicze SB. I wcale nie musi kłócić się to z tezą, iż to właśnie dzięki rozbudowanej agenturze służb PRL w środowiskach opozycyjnych możliwe stało się pokojowe oddanie władzy.

Przypisy:

(1) Jan M. Jackowski, Szczepan Żaryn, Interpelacje. Kulisy manipulacji, Warszawa 1991, Oficyna Wydawnicza J&K, s. 93; jest to początek rozdziału poświęconego Michnikowi.

(2) TS, nr 27, 03.07.92, s. 4. W „Informacji na temat zasobów archiwalnych i metody ustalenia danych będących przedmiotem Uchwały Sejmu RP” przekazanej wszystkim posłom przez min. Macierewicza czytamy: „Macierewicz przyznaje, że nie można ustalić, z jakimi dokumentami komisja miała do czynienia, ani jak pracowała, ale stwierdza równocześnie, że z wypowiedzi publicznych niektórych członków komisji można stwierdzić, iż miała ona dostęp do akt osobowych byłych współpracowników UB i SB” (Cytat z omówienia owej Informacji za J. Jachowicz, Dariusz Fedor, Co było w kopercie Macierewicza, GW, nr 133 A R M, 06-07.06.92, s.4). W sprawie tej zob. też Witold Bereś, Krzysztof Burnetko, Gliniarz z „Tygodnika”. Rozmowy z byłym ministrem spraw wewnętrznych Krzysztofem Kozłowskim, Warszawa 1991, „BGW”, s. 63-4.

(3) Konfidenci są wśrro nas ..., s. 14.

(4) Rozmowa Piotra Jakuckiego i Marka Krokowskiego z Antonim Macierewiczem, NŚ, nr 153, wyd. P, 01.07.92, s. 7.

(5) Dlaczego mój mąż musiał umrzeć, opr. Piotr R. Bączek, Polska - Dzisiaj, Wydanie specjalne, nr 3, czerwiec 1992, s. 6; o Falzmanie bliżej zob. Mirosław Dakowski i Jerzy Przysława, Via bank i FOZZ. O rabunku finansów Polski, Wydawnictwo Antyk 1992.

(6) Nie wierzę w fałszowanie, rozmowa Anny Bikont, GW, 29.06.92, nr 151 AR, s. 11.

(7) Warto byłoby zobaczyć, jak Urbanowskie „Nie” odnosi się do GW. Czy Michnikowa linia była kiedyś przez „Nie” zaatakowana?

(8) Zob. CK - nr 185, 186 i 187 z '90 gdzie nazwiska oficerów zostały zamieszczone; korespondencja w tej sprawie - nr 198 i 199; rozmowa Bronisława Tumiłowicza z Szaniawskim, SM, nr 246, wyd. 1-2, 19.12.90, s. 4; por.: Gliniarz z „Tygodnika”. Rozmowy z byłym ministrem spraw wewnętrznych Krzysztofem Kozłowskim, Warszawa 1991, „BGW”, s. 81-3.

(9) Aleskandra Zawłocka, Bombonierka dla kombatanta?, TS, nr 1, 04.01.91, s. 4. Autorka zamyka artykuł stawiając „kłopotliwe pytanie: jaka jest jego rola w Państwowym Przedsiębiorstwie Handlu Zagranicznego?” Warto porównać to, co mówi na temat Zacharskiego Pożoga we wspomnianej książce z ujęciem Kiszczaka (Generał Kiszczak mówi... prawie wszystko, Warszawa 1991, "BGW", s. 184-91); zob. też John Barron, KGB dzisiaj. Niewidzialna ręka, Warszawa 1991, Oficyna Wydawnicza Volumen, s. 158-64; Piotr Jankowski, Folwark Szpiega, TG, nr 12, 1991 oraz nr 16: 21.04.91, s. 12 gdzie jest polemika w związku z tym tekstem.

(10) „Pewex i Pinokio na lodzie”, nr 16, A, 19-20.01.91, s. 1.

(11) Pokazują to w swej książce M. Dakowski i J. Przystawa, Via bank i FOZZ, s. 65-7. „Prawo i Życie” powołując się na dyrektora NIK Anatola Lawinę pisze, iż GW „zamieszcza wielką korespondencję Kalabińskiego z USA, iż odnalazły się pieniądze FOZZ (co potem okazuje się nieprawdą) i to akurat w tej samej kwocie, jakiej nierozliczenie prokuratura zarzuca wówczas aresztowanemu dyrektorowi, jednocześnie ukazuje się tam artykuł atakujący prowadzącego postępowanie przygotowawcre prokuratora za jakąś sprawę z przeszłości nie mającą nic wspólnego z FOZZ...” (nr 34, 22.08.92, s. 6).

(12) GW, nr 104, A, 06.05.91, s. 8-9.

(13) Antoni Pawlak, Świat według goryla, GW, nr 304 A, 29.1292, s. 16-7.

(14) GW, nr 31 W, 06-07.0293, s. 16-7.

(15) GW, nr 32, A, 08.02.93, s. 14.

(16) GW, nr 203 A, 3l.08-01.9l; wydanie świąteczne o zwiększonym nakładzie.

(17) GK, nr 58 z 09.03.89, zamieściła tekst pt. „Gorzka chwila”, list otwarty członka Akademii Nauk ZSRR Dymitra Lichaczowa i pisarza Nikołaja Samweliana do polskich działaczy kultury (w związku z demonstracjami antyradzieckimi). Michnik i Andrzej Wajda ogłaszają w TP, nr 13, 26.03.89, „Szczerość za szczerość”, list otwarty do Lichaczowa i Samweliana, i innych rosyjskich ludzi kultury. Przedruku w ŻW jednak nie znalazłem; ukazał się natomiast w GK, nr 75, 30.03.89.

(18) Jajakobyły, s. 260-4; nie słyszałem by Michnik kiedykolwiek zaprzeczył tym informacjom Urbana.

(19) Wypowiedź z 5 sierpnia '92 na spotkaniu na Politechnice Warszawskiej, cyt. za (RNA), Razem, ale rozsądnie, NŚ, nr 185, wyd. P, 07.08.92, s. 2.

(20) Andrzej Szmak, Nowości, nr 116, 15.06.92, s. 2.

Źródło:
Andrzej Zybertowicz, CZY SUBTELNE ODCIENIE GIER OPERACYJNYCH? w: W uścisku tajnych służb. Upadek komunizmu i układ postnomeklaturowy, Wydawnictwo ANTYK, Warszawa 1993, s. 65-72.