Działalność portalu stoi pod znakiem zapytania.
Aby dalej funkcjonować i rozwijać serwis potrzebujemy Waszego wsparcia.
Dziękujemy za pierwsze wpłaty.Otrzymalismy w sumie 400zł. Pozwoli to opłacić serwer.
Działalność portalu stoi pod znakiem zapytania.
Aby dalej funkcjonować i rozwijać serwis potrzebujemy Waszego wsparcia.
Dziękujemy za pierwsze wpłaty.Otrzymalismy w sumie 400zł. Pozwoli to opłacić serwer.
Jak cały naród - przynajmniej jego ogromna większość - byłem nim zauroczony. Stawał się symbolem wolności, niepodległości, naszych praw. Był idolem, niemal bożyszczem. Tak było na strajkach w Ustrzykach i w Rzeszowie, na obu turach Zjazdu S w Gdańsku, w stanie wojennym, na Mszach za Ojczyznę, pogrzebie ks. Jerzego, Okrągłym Stole, kampanii do Sejmu i w Sejmie. Całym swoim wysiłkiem i oddaniem propagowałem wśród ludzi postać Wałęsy jako przywódcy Narodu. Wszelkie głosy krytyczne przypisywałem działaniom SB, lub osobistym niechęciom jego przeciwników.
Wątpliwości zaczęły się od okrągłego stołu, a zupełne zaufanie do Lecha utraciłem po 4 czerwca 1992 r. Skojarzyłem wówczas wszystkie znane mi wydarzenia i okoliczności, jak rozmowa z Anną Walentynowicz, podczas której mówiła o wielu znanych jej faktach współpracy Lecha z SB, o braku u niego zasad moralnych, kłamstwie itp. W Sejmie przed wyborami prezydenckimi otrzymałem następujący list: "Dlaczego jest tak, że dwaj agenci b. SB mają zostać prominentami Rzeczypospolitej? Przecież w 1981 r. głośno było o tym, że pan Wałęsa był współpracownikiem SB. W latach 70-tych udzielał informacji dla SB - biorąc za to niemałe wówczas pieniądze. Jako były oficer SB informuję, że agentem SB był również pan poseł Jacek M. I to od wielu lat. Był agentem wykorzystywanym zarówno w KK "Solidarność", jak też za granicą m.in. w USA w latach 80-rych, (w tym w stanie wojennym), bezpieka dzięki niemu miała dokładne informacje o ukrywających się w stanie wojennym niektórych jej członkach. Dzięki jego informacjom aresztowany został min Bogdan Lis i inni. Jeżeli nie ma dokumentów na okoliczność tych działań, to tylko dlatego, że sam się do tego przyczynił.
Ale są ludzie, którzy z nim współpracowali i oni mogą ujawnić prawdę, jeżeli są patriotami i mają odwagę. Pan M. był prawie pracownikiem departamentu I i II MSW i nieźle zresztą na tym zarabiał. Czy do takich ludzi jak p. poseł M., autentycznego agenta bezpieki można mieć zaufanie? I tacy ludzie mają rządzić Polską? Jeżeli ktoś nie wierzy w te informacje, niech zapyta pana ministra hrabiego Kozłowskiego... Nie jest wykluczone, że pewne dokumenty zostały zniszczone. Na ten temat mogą powiedzieć przede wszystkim panowie Pożoga, Sarewicz, Sereda i inni zajmujący się działalnością wywiadu i kontrwywiadu MSW... Chodzi przecież o Polskę. Jeżeli informacji tej nie wykorzystacie, nie jesteście jej godni".
Układy z czerwonymi, wspieranie "lewej nogi". Szara eminencja - Mieczysław Wachowski mianowany sekretarzem stanu, usunięcie Jarosława Kaczyńskiego i wreszcie nocne obalenie rządu Jana Olszewskiego, po ujawnieniu agentury Wałęsy z trybuny sejmowej - pokazały prawdziwe oblicze Wałęsy. Jego zgoda na działanie tzw. spółek polsko-rosyjskich, a właściwie SB-cko - KGB-owskich w byłych bazach wojsk sowieckich w Polsce, w czasie podpisywania układu Polsko-Rosyjskiego w Moskwie, była ogromnym zagrożeniem dla Polski. Jedynie natychmiastowy telegram premiera J. Olszewskiego do Moskwy, sprzeciwiający się tej klauzuli, uratował nas od infiltracji KGB. Wracając z Moskwy prezydent Wałęsa drogą radiową zażądał od marszałka Sejmu natychmiastowego jego zwołania. Działania Wałęsy przed posiedzeniem sejmu 4-VI-92 r. i w czasie jego obrad są prawdziwym horrorem, są jedną z najczarniejszych kart w historii Polski. Wachowski grożący Macierewiczowi obcięciem głowy, tajny nocny spisek przeciw Olszewskiemu a w spółce z agentami, "arbuzami"-ZSL-u i nawet czerwonymi, to akt zdrady i hańby narodowej.
O dziesiątkach innych, podobnie haniebnych działań "Bolka", dowiedziałem się później. Ale i te o których wiedziałem, wystarczyły abym wziął czynny udział w demonstracji antywałęsowskiej w Warszawie w I-szą rocznicę zamachu - 4 czerwca 1993 r.
DEMONSTRACJA
Wyjechałem z rana; już w południe zbierali się ludzie na Placu Zamkowym aby w pochodzie przejść Krakowskim Przedmieściem pod pomnik Witosa. Wznoszono okrzyki i hasła: Precz z Wałęsą, Precz z Bolkiem. Niech żyje Olszewski i inne. Przygotowałem plakat z hasłem: "Bolek zostaw Polskę" i trzymałem go ponad głowami demonstrujących. Dużo samochodów policyjnych, policji z gazem i tarczami. Zachowują się agresywnie, podchodzą do ludzi usiłując wyrwać transparenty i plakaty. Około 15-tej wraz z wieloma ludźmi przejeżdżamy tramwajem na Plac 3-ch Krzyży. Coraz więcej ludzi pod pomnikiem. Znajomy działacz ze strajków Rzeszowsko-Ustrzyckich, obecnie senator Frączek przemyka bokiem, zachęcam go do uczestnictwa w demonstracji, wymigał się brakiem czasu. Przychodzą: J. Kaczyński, Macierewicz, Parys, Wrzodak z Ursusa i inni.
Rozchodzi się wieść, że na Placu Zamkowym i w czasie pochodu doszło do ataku policji i pałowania ludzi. Krzyczano ZOMO, Gestapo! Cały plac zapełniony, tysiące ludzi, transparenty potępiające Bolka, przemówienia Kaczyńskiego, Macierewicza i innych przywódców antykomunistycznych. Przed samym wiecem na cokole pomnika Witosa przykleiłem napisany naprędce plakat: "Współpracownicy SB-KGB z Bolkiem do Moskwy". Rusza tysiące ludzi w pochodzie pod Belweder, ze śpiewem pieśni patriotycznych i haseł antykomunistycznych: lustracja, lustracja. Pod Belwederem kordony ciężkozbrojnych policjantów, dziesiątki wozów bojowych, oraz z działkami wodnymi. Okrzyki: zdrajca, zdrajca, Precz, Wychodź szczurze itp. W oknach sąsiadujących budynków również policjanci. Mój kolega pokazuje: Patrz w oknie stoi płk Superczyński - ten sam który wybraniał w TV Wachowskiego, twierdząc, że to on jest na zdjęciu, z kursu SB, a nie Wachowski. Nienawiść do Bolka jest większa niż do komuny, i to zrozumiałe - zdrajca jest gorszy od wroga. Spalono kukłę "Bolka". Po godzinie zakończenie demonstracji. Byłem też na drugiej, podobnej demonstracji w Warszawie. Omal nie pobito wówczas Małachowskiego, który na chodniku wyszydzał demonstrantów. Wcześniej w gazetach nazywał anty-komunistów "białym bolszewizmem". Oto jak ocenia Małachowskiego - tego etatowego "moralistę koniuszego" osoba, która go dostatecznie poznała i chciała mi o tym opowiedzieć.
MORALISTA
„W latach 1976-84 byłam służącą u Małachowskiego. On wynalazł mnie przez swoją teściową, szukał wśród zakonnic, a moja siostra jest zakonnicą w Częstochowie, a szukał roboczej i uczciwej kobiety... Poznałam się na nim i nie mogę znieść jego widoku w TV. To przewrotny i fałszywy człowiek... Kiedy wychodziłam z pokoju żony Małachowskiego po jej ubieraniu i obsłudze - jest inwalidą na wózku - Małachowski silnie mnie uderzył, po czym mocno mnie popchnął, tak że przewróciłam się, uderzając w kant łóżka. Miałam potem duży siniak na ręce i kilka dni bóle głowy. Innym razem jego syn rzucił we mnie nożem, poskarżyłam się na to ojcu. A Małachowski w ogóle nie upomniał syna tylko mnie zbeształ - po co tu przyszłam. ... Kiedyś byłam chora po uderzeniu się w oko, to odmówiono mi wezwania karetki pogotowia... Ja robiłam tam wszystkie prace: pranie, gotowanie, sprzątanie, zakupy, obsługa żony - inwalidki itp. Kiedyś przyjechał jakiś ich kuzyn i gdy zobaczył mnie -malutką, chudziutką kobietę i moje obowiązki - powiedział, że tu dwie osoby być muszą... Raz oskarżono mnie o kradzież dolarów, a te dolary - okazało się później były w upranej przeze mnie koszuli.
Jeszcze przed wypadkiem samochodowym Małachowskiego z żoną i gdy była ona zdrowa, poprosiła mnie o wyjazd z nią do innej miejscowości. Mężowi miała gotować i obsługiwać dom jej sąsiadka - koleżanka. Potem okazało się, że w tym czasie Małachowski z tą koleżanką żony miał dziecko, drugiego syna. Żona to ciężko przeżyła. A przez długi czas ukrywał ten fakt przed żoną. Nieraz mnie kazał przygotować łóżko, bo odwiedzi go ten syn pozamałżeński... Kiedy żona Małachowskiego stawała w obronie syna odpowiadał: dość mam już ciebie - Bóg cię skarał boś moją matkę źle traktowała. Przede mną inne służące wytrzymały u niego 1-2 miesiące, do roku i odchodziły. Nigdy bym u niego nie była, chociaż przed odejściem chciał mnie kupić większymi pieniędzmi... W wigilię Bożego Narodzenia byłam sama w swoim pomieszczeniu, bo mnie do wspólnej wigilii nie zaproszono. Od odejścia w 1984 r. ani razu nie zainteresował się moim losem, chociaż przez długi czas nie miałam żadnej renty. Obecnie mam l 330 000 zł. Dziwi mnie bardzo, że jest on posłem i nadal chce być z woj. Białostockiego. Ja go nienawidzę! Mieszkam w Dobrzyniewie i podane tu fakty zawsze potwierdzę. Warto przypomnieć, że Małachowski w stanie wojennym pisał wierno-poddańcze listy do Kiszczaka m.in. w podzięce za paszport jaki otrzymał na wyjazd do USA”.
Źródło: Jan Beszta Borowski – „Pół wieku zarazy”, Warszawa 2000
Fragmenty książki
