Działalność portalu stoi pod znakiem zapytania.
Aby dalej funkcjonować i rozwijać serwis potrzebujemy Waszego wsparcia.
Dziękujemy za pierwsze wpłaty.Otrzymalismy w sumie 400zł. Pozwoli to opłacić serwer.
Działalność portalu stoi pod znakiem zapytania.
Aby dalej funkcjonować i rozwijać serwis potrzebujemy Waszego wsparcia.
Dziękujemy za pierwsze wpłaty.Otrzymalismy w sumie 400zł. Pozwoli to opłacić serwer.
„Wiele transakcji zatwierdzałem z pistoletem przystawionym do głowy - powiedział nam 20 sierpnia, na dwa dni przed swym aresztowaniem, były dyrektor Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego Grzegorz Żemek. - Nieraz musiałem szybko pożyczyć pieniądze w jednym banku, żeby natychmiast zwrócić innemu, bo inaczej musiałbym płacić ogromne kary za zwłokę”. Zdaniem byłego dyrektora praca w FOZZ przypominała taniec na linie. Niejednokrotnie Fundusz był na granicy bankructwa i tylko szczęśliwe operacje pozwalały wyjść z opresji.
RADA NADZORCZA FOZZ:
JANUSZ SAWICKI - przewodniczący rady, do końca sierpnia 1991 r. wiceminister finansów;
JAN BANIUK - do końca sierpnia 1991 r. szef departamentu zagranicznego Ministerstwa Finansów;
ZYGMUNT GZYRA - dyrektor generalny w resorcie finansów;
WOJCIECH MISIĄG -obecny wiceminister finansów, w Radzie od września 1989 roku;
DARIUSZ ROSATI - szef Instytutu Koniunktur i Cen Ministerstwa Finansów;
GRZEGORZ WÓJTOWICZ - do sierpnia 1991 r. prezes NBP;
JAN WOŁOSZYN - doradca NBP.
Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego powstał wiosną 1989 r. Jego głównym zadaniem była obsługa polskiego zadłużenia zagranicznego, czyli spłacanie oprocentowania i rat kapitałowych. Potrzebne dewizy skupował od krajowych przedsiębiorstw. Płacił im pieniędzmi pochodzącymi z dotacji budżetu państwa, z którego otrzymał w sumie 9,5 bln zł.
Już w końcu 198r r. do kraju dotarły z zagranicy pierwsze informacje o dziwnych interesach FOZZ-u. Kontrola wykazała luki w dokumentacji i nieprawidłowe prowadzenie księgowości. W lipcu 1990 Rada Nadzorcza Funduszu zawiesiła jego kierownictwo: dyrektora Grzegorza Żemka i jego zastępczynię Janinę Chim. Bilans za cały 1990 r. mówił o 2,5 bln zł strat. Z końcem tamtego roku, w ciszy i bez rozgłosu, Fundusz został zlikwidowany.
Afera wybuchła jednak dopiero wiosną 1991 roku, kiedy do prasy przedostały się informacje o ogromnych stratach. Tygodnik „Spotkania” ujawnił w maju, że oprócz zwykłej obsługi zadłużenia FOZZ zajmował się także „operacjami aktywnymi”. Tą nazwą określano tajne transakcje wykupu polskiego długu poprzez podstawione firmy zagraniczne.
Wierzyciele - banki prywatne (rządy nie handlują swoimi należnościami) wolały odsprzedać swoje należności, nawet za nędzne grosze, gdyż Polska była wtedy uważana za bankruta, który i tak długów swoich nie spłaci. Dlatego dolar polskiego długu wart był od kilkunastu do dwudziestu centów.
Wykupywanie długu przez dłużnika jest praktykowane na świecie. Polsce jednak tego zabraniały umowy z pożyczkodawcami. FOZZ musiał więc wykonywać operacje bardzo ostrożnie, żeby banki nie zorientowały się, kto naprawdę kupuje dług. Pieniądze musiały trafić do nich po przejściu skomplikowanej drogi okrężnej.
„Miałem własnych dealerów bankowych, z którymi współpracowałem na co dzień - tłumaczył Żemek. - Np. dowiadywałem się, że w Argentynie mogę kupić tanio jakieś papiery wartościowe (pieniądze, akcje, obligacje) i sprzedać je z zyskiem w Hollandii. Ich wartość jeszcze bardziej rosła, jeśli przedtem przepuszczałem je przez bank angielski. Często operacje te były czystą improwizacją, wymagały błyskawicznych decyzji i były ryzykowne”.
„Fundusz prawdopodobnie wykupił 310 mln dolarów polskiego długu” - twierdzi Hieronim Nowaczyk, który jako likwidator FOZZ ma zamknąć działalność tej instytucji. Jego zdaniem na zakup naszych wierzytelności wydano około 188 mln dolarów. Wynika z tego, że dolar pokątnie wykupionego długu kosztował Polskę około 50 centów, przeszło dwa razy tyle, ile na zachodnich rynkach kapitałowych. Dlaczego tak drogo?
Likwidator twierdzi, że w dokumentacji FOZZ brak nawet wiarygodnego potwierdzenia, że długi zostały naprawdę przez pośredników wykupione. Część operacji z bankami zagranicznymi była przeprowadzana bez żadnej dokumentacji. Nowaczyk ma jednak nadzieję, że zachodni agenci finansowi rozliczą się z wysłanych do nich dewiz.
SZUKAMY TYCH PIENIĘDZY - MÓWI NOWACZYK, ALE OSTRZEGA PRZED PRZEDWCZESNYMI WNIOSKAMI O NADUŻYCIACH. - NIE ZNALAZŁEM DOTĄD ŻADNEGO DOWODU, ŻEBY KTOŚ CHOCIAŻ ZŁOTÓWKĘ UKRADŁ.
Śladów operacji finansowych powinno się szukać w polskich firmach zajmujących się handlem zagranicznym. Dewizy na wykup polskich długów nigdy bowiem nie były wysyłane na Zachód bezpośrednio z konta Funduszu. Według likwidatora pochodziły z firm, które posiadały „wolną gotówkę”, np. z Centromoru czy Gryfa. Na zlecenie FOZZ były wysyłane na Zachód np. za pośrednictwem Universalu.
Żemek miał też, dzięki korzystnym operacjom finansowym dokonywanym na Zachodzie, zarabiać dodatkowe pieniądze na podstawową działalność FOZZ. Dawni pracownicy tej instytucji wspominają, że dyrektorzy przedsiębiorstw państwowych walili do niego drzwiami i oknami prosząc, by zechciał przyjąć ich dolary. Żemek dawał im przynajmniej 8 proc. rocznie, a w tym samym czasie krajowe konta walutowe firm państwowych były nie oprocentowane.
Pieniądze na politykę...
Na miesiąc przed wyborami samorządowymi w 1990 r. należąca do Stronnictwa Demokratycznego spółka „Epoka” otrzymała z FOZZ pożyczkę około 4,65 mld zł (równowartość niemal pól miliona dolarów, przy ówczesnym kursie 9500 zł). Ma ją zwrócić dopiero z końcem września 1991.
Pożyczka dla “Epoki” - według jej szefa Adama Karasia - była oprocentowana na 8 proc. w stosunku rocznym. W tym czasie banki (np. PKO BP) dawały podobne kredyty na 9,5 proc. miesięcznie! Bez wątpienia FOZZ stracił na tym „interesie”.
Prezes Karaś stwierdza, że pieniądze wydał na rozwinięcie działalności handlowej. Przyznaje jednak, że „Epoka” „zobowiązana jest do pracy na rzecz Stronnictwa” i w całym 1990 r. przekazała mu około 10 mld zł. Wynika z tego więc, że Fundusz pośrednio dofinansował tę partię z państwowej kasy.
FOZZ wspierał też indywidualną działalność polityczną. Udzielił - według dyrektora zespołu analiz NIK Anatola Lawiny - dwutygodniowej nie oprocentowanej pożyczki na 25 mln zł komitetowi wyborczemu szefa Universalu Dariusza Przywieczerskiego. Dziwne, że Przywieczerski o fotel senatora ubiegał się w czerwcu 1989 roku, a jego komitet wyborczy poprosił o kredyt dopiero w październiku. Zdaniem Lawiny komitety wyborcze nie miały już wtedy prawa do zaciągania zobowiązań finansowych.
...i na interesy
Dyrekcja udzieliła pożyczek różnym przedsiębiorstwom, często bez oprocentowania, niekiedy nawet bez umowy. Dawni pracownicy FOZZ mówią, że kredyty - najczęściej dla „zaprzyjaźnionych” firm - były wyjątkowo tanie. W styczniu 1990 roku, kiedy banki dawały pożyczki na przynajmniej 40 proc. miesięcznie, Fundusz żądał zaledwie 20 proc rocznie! Niewątpliwie tracił na tych operacjach. Był przy tym dodatkowym źródłem wypływu pieniądza na rynek, przyczyniając się do napędzania inflacji. Rządowa instytucja torpedowała więc wysiłki Balcerowicza i jego ekipy.
Anatol Lawina powiedział nam, że Fundusz poręczył bez stosownych umów siedem weksli (m.in. dla Konsultexu, Interpegro i Altexu). W sumie opiewały one na przynajmniej 5 mln marek niemieckich i 7 mln dolarów. W ten sposób państwowa instytucja zobowiązała się do zapłacenia tych sum, gdyby nie uczynili tego wystawcy weksli.
Dziś likwidator nie może odzyskać pieniędzy od niektórych dłużników FOZZ. Operacje Funduszu umożliwiały korzystną wymianę zachodniej waluty na złotówki. Według dr. Lawiny FOZZ dał Centromorowi 276 mld zł w zamian za "umieszczenie na zachodnich kontach" około 15 mln dolarów, co daje kurs ponad 18 tys. zł za dolara, przy ówczesnym oficjalnym - 9,5 tys.
Jakie straty poniósł skarb państwa na całej działalności Funduszu? Odpowiedzi na to pytanie nikt nie chce jeszcze ryzykować. Wszyscy twierdzą, że księgowość FOZZ jest pełna luk i niejasności. Trudno dziś odtworzyć wszystkie operacje finansowe. Porządkowanie istniejących i szukanie zaginionych dokumentów potrwa zapewne jeszcze wiele miesięcy.
Kozioł ofiarny
Przytoczone fakty wydają się obciążać kierownictwo FOZZ. Jednak były dyrektor Żemek pytany przez nas, czy nie boi się aresztowania, mówił, że może się to zdarzyć tylko wtedy, gdyby ktoś chciał zrobić z niego kotła ofiarnego. Do umówionej drugiej części naszej rozmowy już nie doszło, bo dwa dni później Żemek został zatrzymany przez funkcjonariuszy Urzędu Ochrony Państwa. Nie dowiedzieliśmy się więc kto chce zwa1ić winę na byłego dyrektora.
Aresztowana została też Janina Chim. Obojgu kierującym FOZZ prokurator zarzuca niegospodarność.
Ślad w "Traście”
W końcu sierpnia 1991 r. UOP wkroczył do siedziby spółki "Trat", znajdującej się w warszawskim gmachu "Universa1u". Znalazł tam dokumenty należące do FOZZ. Trading Assets Company (w skrócie "Trast") powstała niemal dokładnie w chwili zawieszenia kierownictwa FOZZ latem 1990 r. Współudziałowcami spółka o kapitale 5 mld zł (podzielonym na trzy równe części) zostali Grzegorz Żemek, szef "Universalu” Dariusz Przywieczerski i Janina Chim, której powierzono funkcję prezesa firmy. W "Traście" zatrudniono kilku dawnych pracowników Funduszu.
Pojawiły się spekulacje, że spółka mogła kontynuować operacje Funduszu. "Otrzymałem sygnały, że "Trast” informował kontrahentów FOZZ - krajowych i zagranicznych - iż przejmuje jego interesy” - mówi Anatol Lawina, dyrektor zespołu analiz Najwyższej Izby Kontroli.
Pracownicy spółki potwierdzaj, że chciała ona wykorzystać stare kontakty, by operacje prowadzić na własną rękę i za własne pieniądze. Jednak ich zachodni partnerzy szybko zorientowali się, że mały "Trast" ma o wiele mniejsze możliwości finansowe niż dawniej FOZZ, i zrezygnowali ze współpracy ze spółką, która obecnie zajmuje się handlem.
Lawina żąda głów
Dlaczego Rada Nadzorcza Funduszu przez długi czas nie reagowała na totalny bałagan w księgowości Funduszu?
Dyrektor Lawina twierdzi, że już na przełomie lat 1989-1990 r. kontrola Izby Skarbowej wykazała nieprawidłowości w Funduszu, jednak Rada dopiero w lipcu 1990 roku zawiesiła w czynnościach dyrektora i jego zastepczynię. Lawina uważa, że członkowie Rady Nadzorczej powinni ponieść odpowiedzialność za brak nadzoru i zrezygnować z funkcji publicznych związanych z reprezentowaniem oraz ochroną interesów skarbu państwa.
Dawni pracownicy Funduszu wspominają, że posiedzenia Rady kończyły się przeważnie już po dwóch godzinach. Ludzie z FOZZ sądzą, że Rada miała do Żemka bardzo duże zaufanie. Nie dziwią się temu - dyrektor robił wrażenie człowieka bardzo kompetentnego, ustosunkowanego światowca obeznanego z tajnikami międzynarodowych finansów.
Na dzień przed odejściem z resortu finansów przewodniczący Rady wiceminister Janusz Sawicki (ten sam, który wynegocjował porozumienie z zachodnimi rządami o redukcji polskiego długu) powiedział „Gazecie”, że jej działania kontrolne ograniczał statut FOZZ, nadany przez rząd Rakowskiego. Dawał on dyrektorowi Funduszu możliwości prowadzenia niektórych operacji w ścisłej tajemnicy, nawet przed Radą Nadzorczą. Zapytany dlaczego przyjął funkcję fikcyjnego kontrolera, odpowiedział, że był to błąd z jego strony.
Fiskus nie pilnuje pieniędzy?
"Nieprawidłowości w działalności dyrekcji są niewątpliwe i naraziły na duże straty budżet państwa - mówi poseł Ryszard Bugaj, przewodniczący sejmowej Komisji Polityki Gospodarczej. - Chociaż bliższy szacunek strat jest niemożliwy do przeprowadzenia”.
„Byłbym skłonny wierzyć, że nieprawidłowości w FOZZ mają dwie przyczyny - kontynuuje Bugaj. - Ustawy tego Sejmu koncentrują w resorcie finansów ogromną władzę nad gospodarką. Jednocześnie aparat tego ministerstwa nie poprawił się i jest zły, a sam resort źle zorganizowany. Biorąc na siebie po całokształt polityki gospodarczej, jego urzędnicy nie wykonują poprawnie swoich rutynowych zadań. Po wtóre, nie mają dość dobrej woli, by dbać o państwowe pieniądze”.
Do Sejmu powinien wkrótce trafić raport o FOZZ, opracowany przez NIK. Własne śledztwo prowadzą UOP i prokuratura. Czy wyjaśnią , dlaczego Fundusz mógł - bez stosownej księgowości - obracać bilionami państwowych pieniędzy? Dlaczego niektóre firmy dostawały z niego tanie kredyty?
Źródło:
Gazeta Wyborcza z 20 września 1991 roku.
