Działalność portalu stoi pod znakiem zapytania.
Aby dalej funkcjonować i rozwijać serwis potrzebujemy Waszego wsparcia.
Dziękujemy za pierwsze wpłaty.Otrzymalismy w sumie 400zł. Pozwoli to opłacić serwer.
Działalność portalu stoi pod znakiem zapytania.
Aby dalej funkcjonować i rozwijać serwis potrzebujemy Waszego wsparcia.
Dziękujemy za pierwsze wpłaty.Otrzymalismy w sumie 400zł. Pozwoli to opłacić serwer.
10 sierpnia 1988 – Memoriał Jerzego Urbana, Stanisława Cioska i gen. Władysława Pożogi dla gen. Wojciecha Jaruzelskiego
Na obozie „Awangardy XXI wieku” dla młodzieży szkolnej w Śródborowie uczeń zadał J. Urbanowi pytanie o jego osobiste plany, które zaczynało się od słów: „Ponieważ ogólnie wiadomo, że obecna ekipa rządząca się kończy i niedługo odejdzie…”. Od podobnego pytania 18-latka z Terespola: „Dlaczego nie oddacie władzy innym skoro sami nie potraficie”, zaczęło się spotkanie S. Cioska z obozem „Awangardy” 8 bm. w województwie bialsko-podlaskim. Jest to sygnał świadczący o potoczności tego przeświadczenia. Istnienie społecznego poglądu o zmierzchu ekipy rządzącej samo przez się wywołuje mechanizmy powodujące samospełnienie się tej prognozy. Między innymi oddziałuje rozkładowo na aparat władzy.
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych w oparciu o swoje analizy konstatuje wyczerpanie się możliwości obecnej ekipy rządowej. Przewiduje na październik niepokoje i strajki, które mogą spowodować przesilenie lub zapoczątkować je.
Przewidywania te potwierdzają badania CBOS rejestrujące stałe pogarszanie się nastrojów, spadek zaufania do władz, ich zapowiedzi i programów.
Podobne mniemania o szybkim końcu obecnej ekipy wyrażają nasi przeciwnicy polityczni wszelkich odcieni oraz Kościół.
Powoduje to w praktyce (przy odmiennych deklaracjach) zahamowanie skłonności do współdziałania i wyczekiwanie.
Amerykańskie i inne zachodnie analizy sytuacji w Polsce, które przedstawia Departament I MSW, także wieszczą przesilenie polityczno-personalne w Polsce. Przykładem – wywód na ten temat Zbigniewa Brzezińskiego. Identyczną diagnozę zdobyto u analityków austriackich, co o tyle ważne, że są oni bardziej obiektywni, gdyż pracują nie tak intencjonalnie jak amerykańscy.
Wyczekiwanie na zmianę sytuacji, linii politycznej i władz w Polsce wyraźnie się zaznacza w polityce wobec Polski – Stanów Zjednoczonych, RFN, Francji i W. Brytanii. Ich pasywność i zwlekanie w podejmowaniu aktywnej polityki wobec Polski, w przymiarce np. do polityki wobec Węgier, nie jest przypadkowa. Ogół Polaków, w tym także naszą własną bazę polityczną, jednoczy jeden zarzut wobec ekipy obecnie rządzącej, największy, jaki stawia się politykom u władzy – nieskuteczność. Za ważniejszy jej powód uważa się nieudolność niż niedostatki i niekonsekwencje programowe.
Panuje przekonanie, że nasza ekipa nie zrobi reformy gospodarczej, więcej – nie może jej zrobić. Po pierwsze dlatego, że jej większa część mająca najznaczniejszy wpływ na gospodarkę oraz prawie cały aparat wykonawczy nie są proreformatorskie, nie uważają reformy za swoją misję, działają hamująco. Po drugie z tego powodu, że powstał taki układ sił społecznych, który działa blokująco na reformę. Jej przeprowadzenie wymagałoby działań doprowadzających do konfliktów z różnymi grupami społecznymi, zawodowymi, z grupami interesów. Obecne kierownictwo nie ma zaś już obecnie siły politycznej pozwalającej na wejście w konflikt z czyimikolwiek interesami.
Realna polityka gospodarczo-społeczna nastawiona jest na klajstrowanie napięć i obiecywanie wszystkim wszystkiego oraz cofanie się z co radykalniejszych posunięć reformatorskich. Jest więc zachowawcza, a nie reformatorska.
Tak więc obecne władze PRL nie są w stanie spełnić swojej powinności wdrożenia własnej polityki już historycznie zdeterminowanej, i to w szerszej niż Polska skali.
W tej chwili aktywa naszej ekipy sprowadzają się do poparcia radzieckiego. Ono jednak musi osłabnąć i nawet zaniknąć, w miarę jak okaże się nieskuteczność naszych działań.
Zjawisko rozczarowania Moskwy przypieczętowujące nasz koniec może się pojawić w rezultacie jesiennej fali strajków.
Uważamy, że już nie można uchronić obecnej ekipy od upadku, a być może nie można nawet odwlec przesilenia do końca 1989 r., ani, że nie leżałoby to w interesie Polski i socjalizmu. Sądzimy także, że żadne kierownictwo PZPR nie może nadal zachować w ręku całej władzy i musi przystać na jej realny podział, a powinno tego dokonać na tyle wcześnie, aby móc zabezpieczyć pozycję dominującą PZPR w warunkach dokonanego i przekształcającego się potem podziału władzy. Czym wcześniej tym lepiej, gdyż stale tracimy w realnym układzie sił.
Przyzwolenie na podział władzy, związane ze współodpowiedzialnością umiarkowanej opozycji i ludzi Kościoła, może nas po pewnym czasie wzmocnić na tyle, że zdołamy zachować swój okrojony stan posiadania. Uważamy, że w interesie kraju leży zachowanie personalnego, realnego przywództwa nad krajem przez W. Jaruzelskiego i że jest to jeszcze możliwe, mimo bardzo znacznego osłabienia pozycji przywódcy. Warunkiem jest stanięcie przez Was, Towarzyszu Generale, na czele przesilenia, ukazanie się jako jego główna siła sprawcza.
Apelowaliśmy o to już dwukrotnie, określając to poprzednio „stanięciem na czele niezadowolenia”. Można znaleźć w przemówieniach i referatach W. Jaruzelskiego cytaty świadczące o stawaniu na czele niezadowolenia. Można też wymienić wiele posunięć, z personalnymi włącznie, dowodzących dążności do zmiany sytuacji. Ponieważ jednak wszystkie posunięcia były połowiczne oraz rozciągnięte w czasie, nie zaś skomasowane, pakietowe – co proponowaliśmy – nie dały one istotnego efektu.
W tej chwili proponujemy stanięcie na czele przesilenia, które jest raczej nieuchronne. Alternatywą tego jest przesilenie wymierzone przeciwko W. Jaruzelskiemu, po którym prawdopodobnie wydaje się wykorzystanie wzoru węgierskiego zastosowanego wobec Kadara, przez co rozumiemy pozbawienie pozycji dominującej i pozostawienie na stanowisku półdekoracyjnym, choć bardziej prawdopodobne jest zachowanie części władzy, np. wobec wojska, i poważnych wpływów ze względu na poparcie radzieckie oraz zaufanie personalne Kościoła, wojska i Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Z całą szczerością przedstawiamy tę naszą obawę, a uważamy, że wyrazisty brak następcy niczego tu nie zmieni. Następca bowiem wyrośnie w toku wydarzeń i wedle ich logiki i mechaniki.
Może to zresztą być figura przejściowa, firmująca tylko jakąś nowo powstałą koalicję.
Wedle naszej oceny nie stoi więc teraz już tylko sprawa zmiany rządu, lecz znacznej części ekipy kierowniczej i modelu władzy. Wydaje się to warunkiem zachowania przywództwa przez Was, Towarzyszu Generale i odniesienia sukcesu w przeprowadzeniu Polski przez trudny okres.
Znakiem dokonanego przesilenia zawsze w Polsce była zmiana przywódcy. Pozostawała natomiast część poprzedniej ekipy. Przesilenie, które nie wiązałoby się ze zmianą przywódcy musi być radykalniejsze w zakresie innych zmian, w tym personalnych.
Kluczowe obecnie znaczenie ma czynnik czasu. Różne zjawiska grają na naszą niekorzyść, umniejszając szansę opanowania sytuacji. Pojawiły się kłopoty na rynku żywnościowym, zawsze mające detonacyjne właściwości. Przeznaczone jednorazowo dolary na import artykułów konsumpcyjnych pomogą na krótko. Umacnia się świadomość społeczna, pobudzana także przez naszą prasę, że nasza ekipa nie ma umiejętności, chęci ani siły politycznej, aby zrobić reformę gospodarczą i poprawić sytuację ekonomiczną kraju, i „że roztrwoniliśmy czas oraz nadal go trwonimy”. „Solidarność”, która tak długo słabła, teraz się umacnia. W ciągu jednego miesiąca powstało 35 nowych komitetów fabrycznych działających jawnie. Aktualnie jest ich około 100. Na przełomie sierpnia i września czeka nas manifestacja siły „Solidarności”: demonstracje rocznicowe. Przygotowuje się jawny zjazd w Warszawie KOR-owskiego odłamu „Solidarności” pod przewodnictwem Bujaka.
Narasta zły stan ducha naszego aparatu. Dominują nastroje schyłkowe, w tym dążenia do szybkiego wykorzystania obecnej pozycji do urządzenia się np. w sektorze prywatnym, na placówce zagranicznej itp. Ponieważ w październiku prawdopodobną jest fala dużych strajków w zakładach pracy i uczelniach, przełom ogłosić trzeba wcześniej, licząc na to, że będzie czynnikiem zapobiegającym ewentualnym strajkom. Poza tym wszelkie zmiany dokonywane po fali strajków będą już zmianami wymuszonymi i opartymi o gorszy dla partii układ sił.
Jeżeli we wrześniu nie dokonamy spektakularnego przełomu, a w październiku nie będzie strajków – to nastąpi samouspokojenie, takie jak po strajkach kwietniowo-majowych i procesy schyłkowe będą dalej narastać, rozciągając się w czasie, pączkując.
Uważamy, że już we wrześniu, nawet bez niezbędnego przygotowania trzeba stworzyć wiele nowych faktów zdolnych zapobiegać fali strajków. Gdyby nie udało się we wrześniu dokonać spektakularnych zmian mających znamiona przełomu, przesilenia, po czym gdyby strajki w październiku wybuchły – to alternatywą dla naszych propozycji będzie użycie siły. Jeżeli sytuację udałoby się w ten sposób opanować, to i tak trzeba byłoby dokonać radykalnych zmian politycznych i personalnych. Polityczne skutki byłyby jednak wówczas niepomiernie gorsze.
GŁÓWNE PROPONOWANE POSUNIĘCIA
1. Ogłosić założenia nowego układu sił politycznych w państwie, zmian w strukturze władz oraz zasady nowej ordynacji wyborczej. Z grubsza proponujemy następujące rozwiązania:
WARIANT l:
a) Prezydentura. Model francuski. Prezydent miałby prawo rozwiązywania parlamentu, rozpisywania nowych wyborów i weta wobec ustaw. Zawetowane ustawy mogą wejść w życie po uzyskaniu 2/3 głosów w obu izbach. Prezydent byłby wyłaniany w wyborach powszechnych zwykłą większością głosujących. Wybory proponujemy dwustopniowe: w głosowaniu powszechnym wybierani byliby elektorzy. Część elektorów można wybierać w radach narodowych i parlamencie. Wybory elektorów oparte byłyby o uprzednie porozumienie co do osoby prezydenta tych sił politycznych, które tworzą obie izby parlamentarne.
Prezydent przejąłby prawie wszystkie uprawnienia obecnej Rady Państwa. Oczywiście byłby zwierzchnikiem sił zbrojnych. Prezydent zwyczajowo łączyłby ten urząd państwowy z pozycją I Sekretarza KC PZPR.
b) Senat (najlepsza jest jednak ta nazwa drugiej izby. Może potrzebne byłoby referendum uchylające w tej mierze wyniki referendum z 1946 r.?).
Skład Senatu stanowiłby kompozycję polityczną złożoną w 1/3 z przedstawicieli partii i stronnictw sojuszniczych, w 1/3 z umiarkowanej opozycji różnych odcieni i 1/3 z osobistości cieszących się prestiżem bez wyraźnych barw politycznych. Senat miałby prawo inicjatywy ustawodawczej oraz zawieszania ustaw. Po zawieszeniu ustawy, Sejm mógłby przywracać uchyloną ustawę większością 2/3 głosów.
c) Sejm. PZPR ogłosi, że rezygnuje z posiadania większości mandatów w Sejmie. Razem z ZSL i SD miałaby 60% składu izby, 40% – bezpartyjni posłowie, w tym około połowa, tj. 20% – umiarkowana opozycja.
Taka kompozycja władz wymuszałaby układy koalicyjne i szukanie porozumień. Opozycja zaś byłaby zablokowana, tj. samodzielnie nie mogłaby niczego przeprowadzić, byłaby jednak czynnikiem znaczącym.
Układ taki wymuszałby na partii zmianę stylu sprawowania władzy, powodując ciągłą konieczność szukania poparcia, negocjowania porozumień i tworzenia bloków na rzecz przeprowadzenia różnych spraw. Jednocześnie, tak zarysowany układ sił zapewnia bezpieczeństwo ustrojowe, przynajmniej w nie kryzysowych warunkach.
d) Ordynacja wyborcza. Wypraktykowany w wyborach do rad narodowych model rywalizacji kandydatów politycznie tożsamych i o podobnych cechach społecznych nie zdał egzaminu i nie spotkał się ze społeczną aprobatą, jakiej się spodziewano.
Z drugiej strony wykluczyć trzeba swobodne wybory, oparte o rywalizację odmiennych politycznie osób i programów, gdyż nie mamy szans zwycięstwa w takich wyborach. Wracamy więc do koncepcji zarysowanej już wcześniej. Wszystkie partie i organizacje oraz PRON prowadzą w swych własnych strukturach organizacyjnych sformalizowane, demokratyczne wybory kandydatów na posłów. Istnieje w tych prawyborach ordynacja, urny itp. Możliwa jest tu rywalizacja nie tylko osób, ale kierunków i programów. Partia osobno wybiera swoich kandydatów na posłów, osobno stronnictwa, związki zawodowe. PRON organizuje wybory kandydatów bezpartyjnych.
W te prawybory wciąga się jak najszersze rzesze członków partii, stronnictw, organizacji, bezpartyjnych.
Wszyscy głosują demokratycznie, tajnie, wybierając spośród znacznej liczby rywalizujących kandydatów na kandydatów. Partia, stronnictwa, związki zawodowe i znaczna część nie zrzeszonego społeczeństwa wyżywają się w demokratycznych i rywalizacyjnych wyborach spośród kandydatów na kandydatów na posłów. (Rywalizacja oparta jest na różnicach programowych).
Kampania przedwyborcza oparta jest o uprzednie, z góry zawarte porozumienie uczestników bloku wyborczego co do podziału mandatów. Z góry więc ustalone jest, że partia, kluby inteligencji katolickiej, stronnictwa, bezpartyjni itd. itp. mają do wybrania określoną w porozumieniu liczbę kandydatów.
Instytucją, w ramach której dokonywałoby się ustalanie reguł postępowania przy wyłanianiu kandydatów i podział mandatów, byłby przekształcony PRON.
Same wybory powszechne mają już charakter plebiscytalny. Tylu jest kandydatów, ile mandatów. Obywatel głosuje za całą listą, na blok wyborczy – albo przeciw.
Taki system będzie pozbawiony drażniących wyborców pozorów, udawania rywalizacji, a zarazem w fazie wstępnej wybierania kandydatów, pozwoli praktykować rzeczywistą demokrację. Sądzimy, że należy zrezygnować z listy państwowej, czyli kandydatów protegowanych, ustalonych poza prawyborami. Parę osób z kierownictwa partii czy stronnictwa powinno umieć wygrać prawybory we własnej partii. Jeżeli nie potrafią – ich pozycja polityczna staje pod znakiem zapytania.
WARIANT 2, opisany jest w załączniku nr 1\1
2. Wraz z ogłoszeniem powyższych założeń, gdzieś w końcu września powinna nastąpić dymisja rządu i powołanie rządu koalicyjnego. Mógłby się on nazywać rządem ocalenia narodowego, jeżeli to nie brzmi zbyt dramatycznie. Może – rząd porozumienia narodowego. Byłby to gabinet na rok do wyborów.
Proponujemy powierzyć fotel premiera bezpartyjnemu przedstawicielowi umiarkowanej opozycji i to byłoby owo najbardziej spektakularne posunięcie tworzące wrażenie nieudawanego przełomu, zmiany układu władz. Nasuwający się kandydat: Trzeciakowski. Proponujemy powołać dwóch tylko wicepremierów, obu z PZPR: politycznego i do spraw gospodarczych. Sądzimy, że w tym rządzie cztery teki można powierzyć umiarkowanej opozycji: pracy i polityki społecznej, budownictwa, rynku wewnętrznego i zdrowia. Należy przy tym szeroko wprowadzić kadry bezpartyjne, także z umiarkowanej opozycji do zarządzania gospodarką na różnych szczeblach.
3. Proponujemy we wrześniu, uprzedzając zapoczątkowanie roku akademickiego, rozładować sytuację na uczelniach, ubiegając odpowiednimi decyzjami przypuszczalne postulaty strajkowe. Tematu nie rozwijamy, gdyż tow. Orzechowski przygotowuje propozycje. Sądzimy, że należy ogłosić zgodę na rejestrację NZS, „bratniaków” i większości innych projektowanych lub istniejących nielegalnie organizacji studenckich. Obecny NZS jest o wiele mniej radykalny politycznie, niż ten z 1981 r.
Generalna idea jest tu taka, aby powstało możliwie wiele różnorodnych organizacji, a przez to aby żadna w skali kraju nie była siłą dominującą.
W skali poszczególnych uczelni sytuacja kształtować się może różnie. Np. historyk (partyjny) prof. Andrzej Garlicki z UW przewiduje, że większość studentów UW wstąpi do NZS, bo taka teraz jest psychoza. Należy jednak spokojnie przeczekać ten pęd, a NZS będzie na UW słabnąć liczebnie i politycznie.
4. Równolegle z zapowiedzią zmian w systemie rządzenia, znowelizowaniem Konstytucji, zmianą ordynacji wyborczej i z dokonaną zmianą rządu, dokonać trzeba zmiany w PRON. Koncepcje przedstawia tow. Ciosek odrębnie (załącznik nr 2). Nowa kompozycja personalna mogłaby być taka: przewodniczący – prof. Jan Szczepański, wiceprzewodniczący – Siła-Nowicki i Józef Czyrek.
5. Związki Zawodowe. Potwierdzając, że „Solidarności” nie będzie i że w jednym zakładzie możliwa będzie nadal tylko jedna organizacja związkowa, zadeklarować wyraźnie możliwość pluralizmu central.
Dokonać zdecydowanie prób negocjacji związki zawodowe – działające w zakładach struktury „Solidarności” dla ustalenia wspólnych dążeń w płaszczyźnie zakładowej i proponując podanie się do dymisji rady zakładowej dla dokonania nowych wyborów. Wyniknąć z tego mogą koalicyjne rady zakładowe, może nawet opanowanie przez „Solidarność” gdzieś rady zakładowej – ale rady jednych tylko, nowych związków.
W większości wypadków struktury „Solidarności” uchylą się od współpracy, ale poprzez to osłabią swoją pozycję w zakładzie: dawano im możliwość legalnego działania i zjednoczenia wysiłków dla dobra załogi. Nie chcą, znaczy to, że ich zakład nie interesuje, lecz gra polityczna nie mająca związku z interesami załogi.
Byłby to też argument dla świata, że stwarzamy pole do działania dla komórek „Solidarności”, idziemy tu na kompromisy, lecz są one odrzucane. W każdym razie byłaby to jakaś procedura politycznego rozładowywania sprawy i nie ma ona na dłuższą metę alternatywy, gdyż stosowane środki administracyjne działają coraz słabiej i zakładowe struktury „Solidarności” mnożą się, zyskują wpływy i proces ten zdynamizuje się w sytuacji strajkowej.
6. Wałęsa. Podjąć poważne, poufne rozmowy z Geremkiem i innymi, względnie umiarkowanymi osobami z kierownictwa „Solidarności” na temat nowego podziału władzy. Czy godzą się współdziałać w tym, co realne, bez żądania reaktywowania teraz „Solidarności”, czy nie?
Omówić te kwestie także z Kościołem, przedstawiając mu cały scenariusz zmian.
Bezpośrednim, we wrześniu, efektem powinno być doprowadzenie do spotkania Wałęsy z wytypowanym przedstawicielem władz, a w perspektywie np. udział Wałęsy w Senacie.
7. Doprowadzić we wrześniu do końca rozmowy w sprawie stowarzyszeń. Zorganizować formalny okrągły stół w sprawie pluralizmu politycznego na szczeblu stowarzyszeń. Uzgodnić przy okrągłym stole założenia nowej ustawy o stowarzyszeniach. Poddać ją dyskusji publicznej.
8. Gospodarka. Zakładamy, że na wrzesień najważniejsze są te poczynania osłonowe, które rząd podjął. Nowe posunięcia w zakresie reformowania oraz – co ważniejsze – proreformatorskich, faktycznych kroków w dziedzinie polityki gospodarczej podjąłby już nowy rząd, ogłaszając swój program na przełomie września i października. Tworząc rząd koalicyjny, partia ogłosić winna zmianę stosunków partia – rząd, idącą w kierunku samodzielności rządu. Partia określa cele programowe i generalne środki, a poprzez swoją większość w rządzie realizuje te cele. Rząd samodzielnie decyduje o wszystkim, co leży w jego kompetencjach, i odpowiada za swoją politykę i jej skutki. Partia ocenia, krytykuje, broni, ponagla itp.
***
Zarysowane konkretne propozycje mogą być przyjęte lub odrzucone na rzecz lepszych, ale jesteśmy przekonani, że ten kierunek zmian, który wyrażają nasze propozycje, jest nieunikniony i korzystny długofalowo dla kraju. Jeżeli takich czy nieco inaczej zakrojonych zmian dokonamy po fali strajków i niepokojów – cena, jaką będziemy musieli zapłacić, będzie wyższa, walory rozwiązań bledsze, posunięcia wymuszone i spóźnione, przywództwo zagrożone. Najistotniejszy więc jest pośpiech.
Obecnie Towarzysz Generał ma związane ręce i nogi. Zarysowana operacja, tworząca podział odpowiedzialności i dopuszczająca do kierowania gospodarką trochę świeżej krwi, może zaowocować wzrostem naszej siły politycznej i zwiększonymi możliwościami działania.
Utrudnienie sobie sprawowania władzy może więc uczynić ją bardziej skuteczną. Ewolucja stosunków i systemu władzy, którą proponujemy przyspieszyć, rodzi pytanie kluczowe: czy nie jest to przyspieszenie procesu oddawania na raty władzy przez partię? Sądzimy, że odpowiedź na to pytanie zależy od tego, jaki będzie w przyszłości realny układ sił w Polsce, czy, co i kiedy da Zachód, jaki będzie rozwój sytuacji w ZSRR i ich polityki wobec KS-ów [Krajów Socjalistycznych], a przede wszystkim czy zaczniemy odnosić sukcesy w polityce gospodarczej.
Jeżeli wypadki i tak prowadzą do stopniowej lub gwałtownej utraty władzy, to wbrew pozorom dokonanie obecnie ostrożnego podziału władzy, w naszym przekonaniu nie przyspiesza tego procesu, lecz da nam pewne przewagi i nowe możliwości. Oczywiście, nasi przeciwnicy, osiągnąwszy stowarzyszenia polityczne, 20% mandatów w Sejmie, 1/3 miejsc w Senacie, wpływy w rządzie – będą chcieli wykorzystać ten stan posiadania jako dźwignię dalszej walki o władzę. Trzeba zachować w ręku wszystkie posiadane instrumenty siły. Jednakże obecnie my jesteśmy winni wszystkiemu i dlatego wciąż słabniemy, oni zaś swobodnie krytykują, za nic nie odpowiadając. Operacja zarysowana wyżej ma zwiększyć nasze możliwości działania konstruktywnego (poszerzenie zaufania społecznego i większa skuteczność reform), a poprzez to nas wzmocnić.
Jeżeli tak będzie, to należy uznać to za efekt naszej rosnącej słabości, nie zaś za rezultat dokonania dekompozycji sposobu sprawowania władzy i dotychczasowych struktur. Większym ryzykiem jest niedokonywanie tego przełomu, niż zainicjowanie go i próbowanie utrzymania pod kontrolą dalszej ewolucji stosunków.
Plan posunięć należy przed ogłoszeniem omówić z Kościołem i umiarkowaną opozycją, usiłując zawrzeć umowę zapewniającą w zamian samoograniczenia ich dążeń, rodzaj zawieszenia broni na zasadzie coś za coś. Jeżeli nie pójdą na taką umowę, zmiany należy ogłosić jednostronnie, a będziemy mieli za sobą większość opinii publicznej. Nie jest możliwe całkowite zbojkotowanie tych zmian i nowych instytucji przez wszystkie tzw. czynniki niezależne. Zawrzemy porozumienie z tymi, którzy zechcą. To wszystko, plus program nowego rządu będzie nowym paktem proreformatorskim.
Nasze zamiary, projekt zmian trzeba też zaanonsować za granicą. We wrześniu więc specjalni wysłannicy powinni pojechać w poufnej misji do USA, papieża, do RFN i może do Anglii. Należy sondować, co Zachód na to, czy poprze te zmiany gospodarczo. Rzecz jasna nie zapominamy i o konsultacjach z sojusznikami.
Zakładamy, że dokonanie zarysowanych przeobrażeń na tyle doda nam sił, że będziemy mogli zmienić politykę społeczną w tym rozumieniu, że osiągniemy pewien kredyt cierpliwości społeczeństwa. Pozwoli to odejść od obiecywania wszystkim wszelkich pożytków, w tym podwyżek płac, jakich się domagają. W tym stadium reformy można i trzeba zapewnić lepszą prosperity wydajnej części rolników, części klasy robotniczej i części inteligencji, kosztem pozostałej części tych klas. Nie ma innego wyjścia jak podział społeczeństwa na tych, którzy zyskują szybko, i tych, od których wymusza się wyrzeczenia. W ten sposób powstanie baza proreformatorska, część zyskująca, zainteresowana reformą. Wszystkim obiecując i trochę dając – wszystkich zwracamy przeciwko władzy i rozczarowujemy do reformy i naszej polityki.
Potrzeba nam trochę siły, aby wymusić wyrzeczenia części społeczeństwa, zyskując zarazem szersze poparcie niż tylko poparcie naszego aparatu (coraz bardziej niepewne zresztą).
Należy się liczyć, że realizacja tego programu może spowodować przeciwdziałanie konserwatywnych sił w partii i centralnej administracji. Nie wyklucza się również, że opozycja i stojące za nią siły mogą wymuszać znaczne powiększanie swoich „pozycji”, niż przewiduje program.
Proponowane rozwiązania, idące w szerokim zakresie, w odniesieniu do dotychczasowych stosunków władzy politycznej i ich realizacja powinny być zabezpieczone przez siły zdolne w każdej trudnej sytuacji, do ochrony tego programu. Mamy tu na uwadze resorty obrony narodowej i spraw wewnętrznych.
Na podstawie dyskusji Stanisława Cioska, Władysława Pożogi i Jerzego Urbana. Opracował Jerzy Urban.
PRZYPISY:
1\ W posiadanym egzemplarzu brak załączników.
Źródło: W. Borodziej, A. Garlicki (red.), „Okrągły Stół. Dokumenty i materiały”, Tom I „Wrzesień 1986 – Luty 1989”, Warszawa 2004 s. 171-176
