Działalność portalu stoi pod znakiem zapytania.
Aby dalej funkcjonować i rozwijać serwis potrzebujemy Waszego wsparcia.
Dziękujemy za pierwsze wpłaty.Otrzymalismy w sumie 400zł. Pozwoli to opłacić serwer.
Działalność portalu stoi pod znakiem zapytania.
Aby dalej funkcjonować i rozwijać serwis potrzebujemy Waszego wsparcia.
Dziękujemy za pierwsze wpłaty.Otrzymalismy w sumie 400zł. Pozwoli to opłacić serwer.
Elity komunistyczne osiągały największe sukcesy w dziejach poprzez realizację różnych manewrów i manipulacji. Jednym z nich było tworzenie opozycji wewnątrzsystemowej.
Ten manewr stosują z powodzeniem także i dzisiaj, nie dając się w ten sposób w wielu krajach, w tym w Polsce, wypchnąć z politycznej sceny. Zajmiemy się opisem tego zjawiska, ciągle ważnego dla oceny przemian społecznych i politycznych w krajach dotkniętych do niedawna przymusowym udziałem w imperium komunistycznym.
Pierwszy manewr z użyciem zjawiska opozycji wewnątrzsystemowej miał miejsce w Związku Sowieckim pod koniec lat dwudziestych. Służby specjalne tego kraju stworzyły tajną organizację, do której starali się wejść wszyscy niechętni nowemu systemowi. Gdy organizacja się rozrosła, łatwo było aresztować wszystkich jej członków, a następnie ich unieszkodliwić, lub wręcz zlikwidować fizycznie. Zajmiemy się natomiast w tych rozważaniach różnymi formami realizacji opozycji wewnątrzsystemowej w Polsce.
Lata 1944 - 1988
Okres PRL-u faktycznie rozpoczął się w kraju nad Wisłą wraz z wkroczeniem wojsk Związku Sowieckiego w latach 1944-1945 i pierwszym działaniem nowych władz było likwidowanie faktycznej opozycji wobec nowego systemu. Zaraz po likwidacji Armii Krajowej zlikwidowano lub wypchnięto za granice kierownictwo PSL-u i PPS-u. To ostatnie ugrupowanie pozbawione liderów, włączono przymusowo do PPR, tworząc PZPR. Pojawił się ZSL i Stronnictwo Demokratyczne, tworząc pozory demokracji.
To pierwszy ważny fundament pozornej opozycji wobec komunistycznej władzy. Jak bardzo to była opozycja pozorna, dowodzą dzieje członków tego ugrupowania po 1989 roku. Ci z ZSL-u, przefarbowanego na PSL, dwukrotnie tworzyli koalicję rządową z SLD, natomiast działający w różnych ugrupowaniach politycy dawnego Stronnictwa Demokratycznego pilnowali, by w życiu społecznym realizowane były strategiczne plany komunistów po pozornym w istocie oddaniu przez nich politycznej władzy.
Wróćmy jednak do czasów głębokiego komunizmu w naszym kraju i zastanówmy się nad sposobem funkcjonowania wtedy władzy. Obok stronnictw tworzących demokratyczny sztafaż władza pozwalała na organizowanie różnych stowarzyszeń i organizacji pod warunkiem, że spełniać będą one użyteczne dla niej zadania.
Całe organizowane w ten sposób życie społeczne było firmowane przez strukturę nadrzędną, jaką był Front Jedności Narodu. Obejmował on, jak wskazywały socjologiczne szacunki, około 20% całego polskiego społeczeństwa, a gdy do tego dodać także rodziny uczestników tego Frontu, to z całą pewnością jeszcze więcej.
Najbardziej aktywną częścią tych struktur na rzecz aktualnej władzy była służba bezpieczeństwa i aparat komunistycznej partii. Wspomagała go stutysięczna armia tajnych współpracowników i kandydatów do takiej funkcji. Ważnym ich uzupełnieniem byli bezpartyjni sympatycy systemu, którzy odgrywali ważną rolę w przekazywaniu opinii komunistycznych władz reszcie społeczeństwa.
Niezwykle charakterystycznym manewrem stosowanym przez tajne struktury, jak i bezpartyjnych współpracowników władzy było kreowanie się przez nich na krytyków, jeśli nawet nie systemu, to stosowanych w jego ramach rozwiązań. Był to sposób na poznawanie społecznych nastrojów. W kostiumie krytyka systemu łatwiej można było nawiązywać kontakty z niechętną komunistom częścią społeczeństwa.
Im bardziej komunistyczny system okazywał się niesprawny, tym nastroje społeczne się pogarszały i zadania stające przed ludźmi tego systemu stawały się trudniejsze.
Społeczny wybuch w czerwcu 1956 udało się w Polsce załagodzić, jednak coraz bardziej widoczne fiasko reform Gierka zmusiło władzę do bardziej aktywnych przeciwdziałań. Na przestrzeni kilku lat władza zgodziła się najpierw na działalność KOR-u, a po kilku latach nawet na powstanie związku "Solidarność". Stawiała jednak tym organizacjom swoje warunki, a dokładniej zezwalała na ich działania pod warunkiem, że były infiltrowane przez jej agentów.
W ten sposób powstała opozycja, która zdawała się z początku jej poważnie nie zagrażać. Przecież hasłem przewodnim solidarnościowego ruchu z początku było twierdzenie, że "socjalizm - tak, wypaczenia - nie"!
Sytuacja zmieniła się z chwilą, gdy liczebność "Solidarności" urosła do 10 milionów, a kierownictwo tego ruchu społecznego skutecznie zneutralizowało działania obecnych w nim komunistycznych agentów. Dekoracyjna opozycja w ten sposób zmieniła się na rzeczywistą, na co władza zareagowała stanem wojennym.
To był zresztą koronny dowód na to, że komuniści nie zamierzają nigdy tolerować opozycji, której by sami nie tworzyli i nie kontrolowali. System komunistyczny był więc bardzo rozbudowany i obejmował setki tysięcy ludzi włączonych do działania na jego rzecz. Jego faktyczna likwidacja mogła polegać tylko na ich społecznej marginalizacji. Nic takiego, poczynając od 1988 roku, nie nastąpiło w państwach dawnego zwartego komunistycznego bloku, poza Niemcami i Czechami.
Okres po 1988 roku
Przygotowywana przez wiele lat operacja zwinięcia imperium komunistycznego zapoczątkowana została pojawieniem się w ZSRS na naczelnym szczeblu władzy Gorbaczowa. W Polsce główne manewry polegały na umieszczeniu w głównych punktach nowego systemu ludzi będących użytecznymi dla dawnego układu.
W "Solidarności" główne zadanie miał do wypełnienia Wałęsa, który usunął z kierownictwa tego związku wszystkich antykomunistycznych działaczy, z Gwiazdą i Walentynowicz na czele. Gdy został prezydentem, zajął się wzmacnianiem tzw. lewej nogi, czyli przyczynił się aktywnie do powrotu polityków komunistycznych do głównych funkcji politycznych w państwie.
Na naczelnego finansistę w państwie wyforował Wachowskiego, a gdy przyszło do ograniczenia rent byłych esbeków i działaczy komunistycznych struktur, walczył o ich wysokość jak lew. Spełniał więc rolę opozycjonisty wewnątrz komunistycznego systemu, głosząc, że zwalcza komunizm. Miliony naiwnych obywateli dało się na to nabrać!
Równie użyteczne, wewnątrzsystemowe funkcje spełniali politycy Komitetów Obywatelskich przy Lechu Wałęsie (następnie ROAD, Unii Demokratycznej i w końcu Unii Wolności). Dbali, by komuniści mogli spokojnie rozgrabić państwowy majątek, blokowali możliwości reprywatyzacji własności dawniej zagrabionej przez komunistyczne państwo i powszechnego uwłaszczenia obywateli zbiedniałych w trakcie jego istnienia. Gdy przyjrzeć się uważniej ich życiorysom, to bez trudu odnajdziemy w nich ich przynależność w przeszłości do struktur komunistycznego systemu.
Taki Mazowiecki był przecież działaczem Paxu zwalczającym niegdyś polskich biskupów. Michnik pochodził z rodziny o korzeniach dawnej Komunistycznej Partii Polski, która dodatkowo umoczyła się aktywnym działaniem w czasach stalinowskich.
Jak wykazało działanie p. Macierewicza - ministra w rządzie Jana Olszewskiego - w niemal wszystkich partiach, i to na wysokich stanowiskach, wybrani w 1991 roku w wolnych wyborach, znajdowali się dawni agenci SB. A odwołał ten rząd przede wszystkim Wałęsa, zaniepokojony możliwościami ujawnienia jego agenturalnej przeszłości!
Kolejny akt działań ludzi z pozornej antykomunistycznej opozycji nastąpił w latach 1996-1997. Poparcie, jakie wtedy społeczeństwo zaczęło udzielać Janowi Olszewskiemu i jego ROP-owi, skłoniło ludzi usadowionych w przeszłości w "Solidarności", by nią na rzecz komunistów sterować od środka do zorganizowania prokomunistycznej w istocie jej nadbudówki - AWS.
W wysokich funkcjach w tej strukturze pojawił się taki choćby Tomaszewski, ale i Jerzy Buzek, który nie wytłumaczył się nigdy ze szczegółów swojego życiorysu, które wskazywały na jego agenturalne powiązania ze służbami SB (np. jego częste zagraniczne wyjazdy w czasie, gdy nie dostawał paszportu ten, kto nie kolaborował z władzą). Mieliśmy więc tu do czynienia z kolejną grupą wywodzącą się z wnętrza komunistycznego systemu, która udawała opozycję wobec niego!
Nieudane przejęcie władzy przez polityków komunistycznych i stworzenie nieudolnego rządu przez Leszka Millera stworzyły obecną sytuację, w której kreują się na zbawców ojczyzny ludzie pochodzący także ze struktur dawnego systemu.
Samoobrona i jej lider Lepper to reprezentanci całej ważnej grupy komunistycznych wpływów - narodowego komunizmu. Jego źródła możemy znaleźć jeszcze w latach czterdziestych minionego wieku. Wtedy przedstawicielem tego nurtu był Władysław Gomułka, wykorzystujący do politycznych celów różne hasła narodowe. Ponieważ Stalin narzucał wtedy Polsce cele imperialne nazywane internacjonalistycznymi, stąd wspomniany Gomułka na wiele lat znalazł się w politycznym areszcie. Po upadku stalinowskiego układu został przywrócony do łask i pełni władzy.
W tym czasie można było zauważyć we władzach komunistycznej partii rozłam na dwie grupy wpływów: „Chamów” i „Żydów”. Ci pierwsi wykorzystywali w praktyce hasła narodowe, a termin ich określający znakomicie pasuje do sposobu bycia i poziomu wypowiedzi ich obecnego kontynuatora - Leppera. Natomiast ich przeciwnicy - Żydzi, przyszli do funkcji rządzenia Polską wraz sowieckimi wojskami.
Chamy miały apogeum swoich wpływów w latach 1968-1970, jednak ich przywódca w tym czasie - Moczar - nie zdołał osiągnąć funkcji pierwszego sekretarza KC PZPR. Od tej pory znajdują się stale na drugim politycznie planie. Warto dodać, że mieliśmy tu do czynienia z pierwszą i, jak do tej pory, jedyną opozycją wewnątrzsystemową, nie będącą realizacją komunistycznych planów, lecz będącą wynikiem układów w walce o władzę w ramach tych elit.
Ważnym etapem wywołującym frustrację ludzi z grupy komunistów narodowych był okres po 1988 roku. Wtedy ludzie z komunistycznych struktur, ale głównie z grupy Żydów, uwłaszczali się państwowym majątkiem, a komuniści narodowi otrzymywali tylko ochłapy tej operacji. To wywoływało w nich znaczną frustrację. Więcej udało im się wywalczyć w środowiskach wiejskich, skąd pochodzi większość działaczy obecnej Samoobrony.
PSL Pawlaka i Kalinowskiego nie utrudnił im zdobywania znacznych majątków, które obecnie stanowią siłę zwolenników Leppera. Za jego sprawą nastąpiło przeorientowanie całego komunizmu narodowego na problemy wsi i małych miasteczek, które stanowią podstawowy elektorat tego ugrupowania.
Samoobrona, rywalizując z SLD o wpływy i znaczenie, nie walczyła nigdy wprost. Dzięki ludziom Leppera w kolejnych głosowaniach nie udawało się w obecnym Sejmie odsunąć od władzy rządu Millera, komunistyczne jabłko samoobronowe - wywodzące się z minionego systemu - nie mogło się przecież nazbyt mocno odcinać od swojej jabłoni - komunistycznych polityków i partii.
Z dużą rezerwą należy także oceniać poczynania na politycznej scenie Platformy Obywatelskiej. Jeden z jej liderów, Andrzej Olechowski, nie mógł nawet publicznie ukryć swojej agenturalnej w przeszłości działalności, jednak formacja ta pod wieloma względami nie jest zdolna do zdecydowanego odcięcia się od Unii Wolności, z której pochodzą jej liderzy.
W istocie ugrupowanie to nie będzie nigdy w stanie stanąć do zmasowanych działań likwidujących w życiu społecznym wpływy komunistycznych struktur. Widać to zresztą było w przeszłości w postępowaniu jej członków wchodzących w różne układy na szczeblu samorządowym z działaczami SLD.
Na politycznej scenie polskiej właściwie działacze tylko dwóch partii będących w parlamencie nie byli w przeszłości umoczeni w działania wewnątrz komunistycznego systemu. Chodzi, oczywiście, o Prawo i Sprawiedliwość i Ligę Polskich Rodzin. Jak do tej pory obie nie potrafią stworzyć programów, które pociągnęłyby za sobą znaczącą część polskiego elektoratu. Nie dają gwarancji, że mają pomysły na skuteczne rządzenie w obecnej sytuacji w kraju.
A tymczasem tracąca gwałtownie poparcie SLD rozpoczyna realizację kolejnego manewru z wyodrębnieniem ze swego grona wewnątrzsystemowej opozycji. Trudno obecnie przewidzieć, czy ten manewr się uda. Warto jednak tu przypomnieć, że realizacja takich manewrów jak do tej pory niemal zawsze się komunistom udawała, a nie tylko polskie społeczeństwo daje się na nią już od kilkudziesięciu lat nabierać.
Gdyby tak nie było, taki choćby Lepper od wielu lat winien być tam, gdzie jest dla niego właściwe miejsce - na politycznym śmietniku! Słownictwo, którego często używa, tam przecież idealnie pasuje!
Marzec 27, 2004 r.
