SOLIDARNOŚĆ A OPOZYCJA DEMOKRATYCZNA – CELE I ZADANIA

Poniższy artykuł jest próbą prześledzenia koncepcji jakie pojawiały się w ub. półroczu w prasie opozycyjnej na temat zadań i celów „S” oraz opozycji demokratycznej, a w szczególności powolnego odchodzenia od idei porozumienia z komunistami ku idei utworzenia Polskiego Państwa Podziemnego i walki o niepodległość.

I. Porozumienie z Wroną, czy porozumienie z komunistami na truchle Wrony, a  może likwidacji demokracji socjalistycznej

„Solidarność” była wielkim u wspaniałych ruchem ale, żeby działać nadal nie możemy żyć mitami, spójrzmy więc na „S” od strony politycznej. „S” już samych swoim istnieniem podważała ustrój komunistyczny, jednocześnie cofała się za każdym razem, gdy zachodziło choćby podejrzenie, że mogłaby go obalić, sama więc wystawiła się na zagładę – szła ślepą uliczką. To nie w sferze taktyki, a w dziedzinie ideologii „S” stale ustępowała przed propagandą komunistyczną, zastrzegając się, że jest za socjalizmem, porozumieniem, utrzymaniem władzy PZPR, odcinając się od tzw. ekstremistów (potępianie Rulewskiego) itd. Aż dziw bierze, że wobec tego sama się nie rozwiązała – wówczas bowiem w pełni potwierdziłaby deklarację o poparciu obecnego ustroju. Zgodnie z doktryną marksistowską, władzę w socjalizmie sprawuje klasa robotnicza poprzez swych najlepszych, tj. najbardziej uświadomionych przedstawicieli, a więc członków partii komunistycznej. Owa partia, a nie związki zawodowe, reprezentuje prawdziwe interesy klasy robotniczej. Związki zawodowe mogą działać w interesie pracowników i bronić ich tylko o tyle, o ile realizują program awangardy proletariatu, tj. partii komunistycznej. Wszystkim zwolennikom ustroju komunistycznego, socjalistycznego (nie socjaldemokratycznego) w „S” radzimy zatem wstąpić do PZRR aby ich czyny pozostały w zgodzie z poglądami.

Rozumiemy, że z punktu widzenia taktyki „S” miała bardzo małe pole manewru w dziedzinie ideologii, ale ustępując przed naporem komunistycznej propagandy (będącej tylko wstępem do politycznego uderzenia), Związek rozbroił się ideologicznie. Rozbrojenie taktyczne (rezygnacja ze strajku marcowego) i ideologiczne doprowadziły w końcu do braku masowego oporu w grudniu 1981 roku.

„Jeżeli można mieć żal do ekstremistów, to za to, że demontowali totalitaryzm nie dość skutecznie. Że zamiast umocnić Związek organizacyjnie i cegła po cegle wybijać wyłom wolności w totalitarnym murze, bili często na oślep, rozdrabniali się, dali sobie wytrącić z ręki broń najpotężniejszą strajk generalny, który ani razu nie został użyty świadomie i celowo”. /Słowo 22.07.82/. Dodajmy, to nie ekstremiści kierowali Związkiem lecz umiarkowani, którzy blokowali wszelkie radykalne poczynania.

„S” była jednak bardzo Polakom potrzebna:

a/ Aby odrodzić naród – w ciągu kilku miesięcy otrząsnęliśmy się z ponad trzydziestoletniej sowietyzacji i komunistycznej deprawacji; młodzież uzyskała godne wzorce do naśladowania tak różne od bohatera dzieci w ZSRR – Miszki, który własnych rodziców wydał w ręce NKWD, za co postawiono mu pomnik;

b/ Aby nawiązać nowe, demokratyczne stosunki między różnymi grupami społecznymi i uświadomić politycznie masy pracownicze, zarówno robotników jak inteligencję;

c/ Aby swoją klęskę uświadomić społeczeństwu konieczność obaleniu komunizmu i utopijności programu pogodzenia z nim ograniczonej demokracji.

Po 13 grudnia „S” miała szansę wyjść na szeroką drogę, odrzucając formułę związkową, przyjmując program niepodległościowy i przekształcając się w Konfederację Organizacji Niepodległościowych (patrz II). Zamiast tego działacze „S” po uderzeniu policyjnym zaczęli ulegać komunistycznej propagandzie, jeszcze bardziej akcentując swój związkowy, a nie polityczny charakter. Niektórzy nawet myślą, że jeżeli będą kolportowali tylko pisma z nadrukiem „Solidarność” i odżegnywali się od działań politycznych, to na komendach mniej ich spałują. Biedni naiwni! Przykładowo Biuletyn Programowy TKK NSZZ „S” Regionu Śląsko – Dąbrowskiego Nr 6 z dn. 1 lipca 1982 r. stawia przez „Solidarnością” jako cel „zawarcie pokoju społecznego opartego /…/ na nowym porozumieniu gwarantującym władzy – władzę, a ludziom pracy wolności i chleb.”

Doprawdy nie wiem jak interpretować te hasła; nasuwa się termin „głupota” lub „ślepota polityczna”, jeśli nie kryptokomunizm. Ale zaraz się wszyscy oburzą, że członków „S” nazywamy głupcami. Takie słowo jednak w języku polskim istnieje i nie widzimy powodu, dla którego mielibyśmy używać go wyłącznie w odniesieniu do komunistów, a w stosunku do ludzi z naszej strony barykady stosować taryfę ulgową. Byłoby to bowiem nic innego jak komunistyczne zakłamanie.

„Różnica między demokracją a totalitaryzmem polega na tym, że w demokracji (a tylko w niej panuje wolność i dobrobyt – „N”) społeczeństwo organizuje się i organizuje władzę, w totalitaryzmie natomiast władza organizuje społeczeństwo?” (Słowo 22.07.82). Albo zatem stworzymy własną nie komunistyczną władzę i będziemy mieli wolność i dobrobyt, albo władzą pozostawimy komunistom i będziemy wówczas mieli to co mamy – nędzę, łagry, pały.

Ten sam kierunek programowy realizuje w swych oświadczeniach TKK: „TKK konsekwentnie stoi na stanowisku, że tylko ugoda społeczna umożliwi Polsce wyjście z kryzysu. /…/. Naszym celem jest budowa społeczeństwa samorządnego – Samorządnej Rzeczpospolitej … dojść do tego możemy tylko przez ruch społeczeństwa podziemnego /…/ TKK wzywa do organizowania powszechnego (podziemnego) ruchu oporu”.

A dalej wskazówka praktyczna – ruch społeczeństwa podziemnego tworzą grupy: zawodowe, osiedlowe, towarzyskie, pracownicze, które działają w zakresie samopomocy, informacji, nauczania, organizują akcję protestacyjną i działalność gospodarczą.

Utopijność idei społeczeństwa podziemnego krytykowaliśmy nie raz, zaznaczamy więc tylko kierunki owej krytyki:

1/ Wyjście Polski z kryzysu, który jest strukturalnym kryzysem systemu komunistycznego poprzedzającym jego koniec, jest możliwe tylko pod warunkiem likwidacji obecnego ustroju i budowy nowego systemu ekonomicznego (gospodarka rynkowa) i politycznego (demokracja). Wszelkie inne rozwiązania będą jedynie przedłużały agonię komunizmu, podobnie jak sztucznym utrzymywaniem socjalizmu była polityka kredytowa Gierka odsuwająca wprowadzenie stanu wojennego i komunizmu wojennego (reglamentacja, rozdzielnictwo) o lat 12.

2/ Budowa Samorządowej Rzeczpospolitej jest nie do pogodzenia z zatrzymaniem władzy przez komunistów w jakichkolwiek zakresie, ponieważ:

– nie można oddzielić demokratycznej władzy lokalnej (np. samorządy terytorialne) od niedemokratycznej władzy ogólnopaństwowej. Likwidacja „S” stanowiącej coś w rodzaju państwa związkowego, była najlepszym przykładem na poparcie tej tezy. Władza totalitarna i demokratyczna tak długo będą walczyły z sobą, aż któraś zwycięży, a zwycięży ta, która dysponuje policją i wojskiem;

– Sejm jest w istocie najwyższym samorządem, a zatem musiałyby odbyć się wolne wybory, w których komuniści zdobyliby może nawet całe 2% głosów (tyle otrzymali w wolnych wyborach faszyści hiszpańscy, cieszący się większym poparciem u siebie  niż PZPR w Polsce).

3/ Gwarancją jakiejkolwiek trwałej ugody z komunistami musiałaby być demokratyczna kontrola wojska i policji, a bez policji komuniści nie utrzymują się u władzy nawet dwa dni.

4/ Idea społeczeństwa podziemnego jest niebezpieczną utopią, tkwiącą swymi korzeniami w utopijnych koncepcjach ruchów społecznych lansowanych przez lewicę laicką (Kuroń) nie potrafiącą wyzwolić się z marksizmu. Niebezpieczeństwo owej utopii polega na zaangażowaniu ludzi w działania rozproszone, pozorowane, na marnotrawieniu ich energii, co może przynieść chwilową ulgę (np. pomoc dla wyrzuconych z pracy), lecz nie doprowadzi do żadnego rozstrzygnięcia. Organiczna wręcz niechęć do przejęcia przez RKW M funkcji organizacyjno – kierowniczych (niech się organizują od dołu) prowadzi do zmarnotrawienia energii społeczeństwa. Porównajmy jakże inna sytuacja panuje na Dolnym Śląsku, ale tam nikt nie propaguje idei społeczeństwa podziemnego, tylko tworzy sprawną organizację podziemną, która już dziś mogłaby stać się fundamentem Państwa Podziemnego.

Utopijność idei społeczeństwa podziemnego wynika z tego, że społeczeństwo nie może żyć w podziemiu – musi zarabiać, troszczyć się o codzienne sprawy (np. kupno pralki),(1) itp. W podziemiu może żyć jednostka lub organizacja (polityczna lub nawet państwowa), jeśli reszta społeczeństwa żyje normalnie i pomaga im. Najlepszym przykładem utopijności owych idei pomysł, zgodnie z którym społeczeństwo będzie tworzyło gospodarkę niezależną od władzy. Jest to niemożliwe, szczególnie w komunizmie (przepisy prawne, rozdzielnictwo, monopol handlu i produkcji, reglamentacja), o czym świadczą losy wszystkich spółdzielni i zaczynająca się już nagonka na prywatne warsztaty.

Zacytujmy ocenę deklaracji programowej TKK zamieszczoną w piśmie: „CDN – Głos Wolnego Robotnika”, które jest organem MRK „S”, a więc organizacji posiadającej w swojej nazwie „Solidarność”:

O tezach deklaracji programowej „Społeczeństwo Podziemne”.

„Nie sądzimy jednak, by wskazywały one jakąkolwiek drogę wyjścia z obecnego impasu politycznego i by na ich podstawie można było budować społeczne nadzieje na wyjście z tragicznego kryzysu, który niszczy nasz kraj i naród.

Utopijna idea społeczeństwa podziemnego jest dymną zasłoną dla istotnych politycznych i społecznych. Na tyle na ile jest to realne, Polacy tworzą społeczeństwo podziemne od kilkudziesięciu już lat. W dłuższej perspektywie nie da się rozdzielić społeczeństwa od państwa, niż to miało miejsce w Polsce w końcu lat 60-tych i 70-tych. Taki poziom rozdzielenia powoduje, że państwo ma się nieźle, a społeczeństwo o wiele gorzej.

Nadzieje, że  budując społeczeństwo podziemne rozwiązujemy jakiekolwiek problemy jest tylko złudzeniem.

Przedstawione tezy programowe jak sądzimy, są mało inspirujące do dyskusji jak walczyć o lepszą przyszłość narodu, ale stawiając mocno problem, jaka powinna być dalsza struktura ruchu oporu w Polsce. Redakcja”/Wyd. B Nr II, dn. 18 sierpnia 1082 r./. Nic dodać nic ująć. Ciekaw, czy teraz MRKS, a więc część ”S” zostanie oskarżony, że godzi w „S”, czyli sam w siebie, gdyż ostro krytykuje TKK, a więc również Bujaka.

Wśród powodzi solidarnościowych deklaracji o ugodzie, porozumieniu i świetlanej przyszłości jaka czeka wdowy po górnikach z Wujka i Lubina oraz morderców z MO i SB w harmonijnej zgodzie budujących komunistyczno-demokratyczną Polskę wyróżnia się oświadczenie Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego z Lubina, w którym czytamy:

„Nadrzędnym celem „S” jest jednoczenie działań na rzecz niepodległości i konieczne są radykalne zmiany systemu polityczno – gospodarczego”. Ale Lubin to przecież Dolny Śląsk. Przewodniczący Robotniczego Komitetu Strajkowego, Wł. Frasymiuk niejednokrotnie już wypowiadał się za niepodległością. Dolny Śląsk jest jednak izolowaną wyspą wśród regionalnych organizacji „S”.

Niestety musimy stwierdzić, że „S” jest ideologicznie rozbrojona, a programowo bezsilna wobec komunistów, co nas wcale nie cieszy. „Na razie Wrona nie ma powodów do lęku. Wszystkie będące w obiegu programy opozycji, zmierzają do jednego celu – kompromisu” /Tyg. Woj. Nr 23/. Jeśli chodzi o „S” jest to prawdą.

Najlepszym przykładem ilustrującym naszą tezę jest oświadczenie członka RKW Małopolska, Handzlika z dnia 29 maja: „Nikt z nas nie dąży do obalenia systemu, który w myśl założeń ma być ustrojem sprawiedliwości społecznej” (za „13 Grudnia”). Otóż w myśl założeń ustrój ten jest dyktaturą proletariatu sprawowaną w jego imieniu przez awangardę klasy robotniczej, czyli partię komunistyczną, co ma zapewnić ową sprawiedliwość społeczną. Jeśli ktoś wątpi w jej istnienie, niech zapyta komunistów, np. sekretarzy, czy są zadowoleni ze stopnia sprawiedliwości społecznej w jakim żyją.

A jak przedstawia się sprawa taktyki Związku?

Redakcja „Biuletynu Małopolskiego” stwierdza rozbrajająco: „Wydaje się, że listy protestujące przeciw przemocy i gwałtom popełnianych w obozach i więzieniach są na pewno dobrą formą społecznego protestu” (BM nr 10 z dn. 17.06.82). Zapewniamy kolegów z redakcji BM, że gdy będą katowani, to napiszemy list otwarty do ich oprawców, apelując by przez wzgląd na moralność zaniechali bicia. A dalej tenże BM pisze: „Nie wolno dopuścić w najbliższym czasie do żadnych wystąpień ulicznych (bo prowokacje, interwencja, zastraszenie, represje – przyp. „N”/. Musi zostać znaleziona inna forma manifestowania społecznego protestu, np. masowy spacer o 12 w miejscu zamieszkania”. Wtóruje mu krakowskie pismo „Cztery”: „Nie dać się sprowokować. Rozchodzimy się zaraz po zakończeniu mszy św., nie wznosimy żadnych okrzyków, nie formujemy pochodu, nie przypinamy na ten czas nawet znaczków „S”. (27.05.82). Po co więc w ogólne organizować msze św., niech każdy modli się w domu, wówczas nic mu grozić nie będzie. Pomysł, że ZOMO tylko katuje wtedy, gdy jest sprowokowane, a nie wtedy kiedy ma rozkaz bicia, dowodzi, całkowitego niezrozumienia sytuacji. Wspomniany Biuletyn Programowy TKK Reg. Śląsko – Dąbrowskiego wpadł na pomysł, że można wymyślić (sam jednak niczego nie wymyślił) metody walki ”skuteczne i bezpieczne”. Otóż metody walki mogą być niebezpieczne i nieskuteczne, albo niebezpieczne i skuteczne, natomiast bezpieczne będą zawsze nieskuteczne w starciu z totalitaryzmem.

BP wypowiada się zresztą przeciwko strajkowi generalnemu. Od opisanych wyraźnie odbiega linia reprezentowana przez „S” Wrocławia i Gdańska. W oświadczeniu RKS czytamy: „ … organizujcie się w celu przystąpienia do strajku generalnego (z Dnia na Dzień 56). B. Lis zajął podobne stanowisko: „Wzywam wszystkie komórki NSZZ „S” działające mimo wprowadzenia stanu wojennego oraz wszystkie inne organizacje do podporządkowania swych działań jednemu celowi: przygotowaniom do strajku generalnego. /…/. Naszym błędem podczas strajku grudniowego było to, że ułatwialiśmy władzy wkroczenie do zakładów pracy apelując o nie stawianie czynnego oporu” (Gł. Wolnego Robotnika Nr 5, 29.06.82).

W organie warszawskiego MRKS-u mogliśmy przeczytać: „Jedyną jej (tj. Wrony – „N”) siłą jest słabość przeciwnika. Nasza słabość, nasze cierpiętnicze pozy skrzywdzonych owieczek, niezdolnych do obrony. Groźbą może być tylko strajk prawdziwy, przestraszyć może tylko rzeczywistym uderzeniem. „S” zbyt lubiła zabawę w teatr, toteż napyskowaliśmy się co niemiara. Teatr się skończył. Nikt go się już nie zlęknie, nikt się przed nim nie cofnie” (tamże, art. podpis. ZEY).

Na łamach „Tygodnika Mazowsze” M. Poleski wskazuje, że kompromis powstaje ze starcia sił, dlatego o negocjacjach pokojowych i ofertach powinniśmy myśleć dopiero po wygranych bitwach. Dopóki bowiem straszymy, że odpowiemy ciosem na cios i powstrzymujemy się w imię nadrzędnych racji – terrorysta nie ustąpi.

Polska samoograniczająca się rewolucja skończyła się gdy przeciwnik przestał się samoograniczać. Na ograniczony terror, trzeba odpowiedzieć odwetem; niszczyć materialną bazę aparatu przemocy i symbole tej przemocy. Strajk generalny będzie natomiast nieskuteczny, ponieważ nie uderza w podstawowe narzędzie władzy – aparat przemocy. Trzeba też  pomóc armii zorganizować się od wewnątrz. Wyraźny podział „S” na regiony radykalne i umiarkowane dowodzi, iż jakakolwiek decyzja ogólnopolska podjęta przez TKK będzie kulawym kompromisem między obu taktykami; jeśli TKK zdecyduje się na strajk generalny, to bez obrony czynnej, a jeśli z nią, to nie wszędzie itd. Taktyczne przygotowania „S” do rozstrzygającego starcia jest więc bardzo słabe.

Jednocześnie grupy pozostające poza „S” lub luźno z nią współpracujące szybko się radykalizują. Na łamach wrocławskiej „Solidarności Walczącej” P. Kminkiewicz zapowiada: „Być może zginę na ulicy – ale przedtem dołożę wrogowi i to będzie na pewno lepsze niż bym miał się dać wywlec z ciepłego domu i zamknąć w celi ośrodka odosobnienia bez słowa” (SW nr.8). Takie samo stanowisko zajęła warszawska „Karta”: „Wiemy, że czas darmowych sukcesów już się skończył. Krew się polać musi – nie dziś to za dwa miesiące, za rok”. A dalej w artykule pt. „W swoje ręce” czytamy: „do rewolucji jesteśmy zmuszeni. Rewolucja została naszym jedynym wyjściem. Wprawdzie nawet nasi przywódcy nie odważają się powiedzieć tego wprost – nadal zwodzą, konstruując niedowarzone wizje rozwiązań ugodowych, niemniej fakty prowadzą do jednego. Utrzymanie władzy przez rządzący aparat jest nie do pogodzenia z zaspokojeniem choćby najbardziej okrojonych potrzeb społeczeństwa. Porozumienie jest dzisiaj mrzonką słabych trzeba bić. /…/ Władza jest ciągle butna, pewna swego, dopiero utrata tego poczucia otworzy drogę do rozwiązań politycznych. Wprawdzie okupant wyraźnie przeważa, ale tylko wówczas, gdy ogniska aktywnego oporu są nieliczne i niezbyt mocne … szansę skuteczności daje tylko zdecydowane wystąpienie ogólnopolskie. /…/ Nie unikniemy zatem walk ulicznych. Do czynnej obrony zmuszeni jesteśmy przy każdej niemal pokojowej manifestacji. /…/ Czynna obrona na ulicach również wymaga przygotowań, jednak w dzisiejszych warunkach jest łatwiejsze do przeprowadzenia. A straty bynajmniej nie muszą być większe niż przy czynnej obronie zakładów w trakcie strajku. Jeden tylko warunek, na ulicę musimy wyjść masowo.

Oczywiście samo „zdobycie miasta” nie może przynieść żadnego rozstrzygnięcia, stać się jednak może głównym atutem ostatecznego rozstrzygnięcia gdyby miało się przerodzić w strajk generalny. Jest też w stanie znacząco wpłynąć na sytuację wewnętrzną dzięki załamaniu rządowego aparatu przemocy. W momencie gdy funkcjonariusze MO, ZOMO i SB stracą poczucie bezpieczeństwa, gdy na skutek fizycznego zagrożenia dobra materialne (łupy) przestaną być dla nich zachętą i gdy zmniejszy się ich przyjemność bezkarnej zabawy w wojenkę – wówczas układ sił zacznie się zmieniać. Tylko danie im gwałtownego odporu może wywołać w nich jakiś ludzki odruch – strach, zwątpienie” (Karta Nr 19, 18.08.82).

Po omówieniu zagadnień taktyki powróćmy do kwestii programowych. Początkowo ideę porozumienia wysuwały obok „S”, również grupy polityczne, wkrótce jednak odrzuciły ją i przyjęły zasadę kompromisu taktycznego (a więc okresowego), a za cel główny uznały budowę Polskiego Państwa Podziemnego i odzyskanie niepodległości.

„Solidarność Walcząca” stwierdza, że jej celem jest stworzenie nowego ładu społecznego (SW 5) oraz pisze: „Chcemy niepodległej Rzeczpospolitej Solidarnej … Różnimy się (od TKK – przyp. „N”) co do pewnych koncepcji i metod walki (np. nie liczymy już na ugodę z tą władzą), a jeśli nawet to na taką ugodę – którą musimy sobie wywalczyć – w fabryce, na wsi, na ulicy (SW 8).

W Warszawskim „Tygodniku Wojennym”, który czasem też publikuje też radykalniejsze wystąpienia, możemy przeczytać: „Siła polityczna. Tej w Związku też nie używamy kryjąc się za opłotkami 10 mln ruchu społecznego. Tak być musiało po to by móc zawierać kompromisy z komunistami, którzy za warunek wstępny wszelkiej umowy społecznej mieli monopol polityczny swej partii. „Po delegalizacji „S” powstały jednak nowe warunki zakończenia konfliktu. „Już nie na zasadzie porozumienia społeczeństwa z władzą, która nie reprezentuje nikogo i niczego poza sobą i Moskwą, lecz przez wyłonienie reprezentacji społeczeństwa … przyjaznej w stosunku do ZSRR i demokratycznej” (TW 23).

Wraz z radykalizacją programu następuje też radykalizacja proponowanych metod walki: „Przywódcy podziemnej „S” Regionu Mazowsze proponują taktykę sprawdzoną i skuteczną, ale w roku, powiedzmy 1978. Dzisiaj, ani jakikolwiek bierny opór, ani „praca organiczna”, ani samopomoc społeczna, nie wystarczają. Nie tylko młodzież jest niecierpliwa. I nie tylko dla niej bitwa na ul. Grabiszyńskiej we Wrocławiu stanowiła coś więcej niż tylko malowniczy epizod.

Komuniści mogą rządzić w pustce społecznej … (ale nie) wobec patriotycznych aktów czynnego i zdecydowanego oporu narodu. / …/.

Moim zdaniem walczyć należy wyłącznie o umożliwienie działania NSZZ „S”, o to by wolne związki były tak dalece wolne jak to będzie tylko możliwe. Nie jest już realne łączenie celów politycznych (ruch społeczny) i związkowych …. Dlatego też równolegle z walką o reaktywowanie „S”, winno się tworzyć w podziemiu struktury czysto polityczne, o dalekosiężnym polu, znanym wszystkim Polakom” (TW 30).

Przeciwko porozumieniu wypowiadają się nie tylko powszechnie znane, ale również lokalne pisma o dość wąskim zasięgu: „… jakiekolwiek porozumienie między społeczeństwem z PZPR będzie grobem ostatnich nadziei i szans na niepodległą Polskę. Będzie poza tym przyjęciem okruchów z partyjnego stołu rzuconych po spacyfikowaniu nas czołgami, pałami, więzieniem i obozami. Byłoby to więc porozumienie ofiary z oprawcą” (Victoria nr 3).

Na łamach „Przetrwania”, w cyklu „Walka z państwem czy walka o państwo” czytamy: „Z dwu nierealnych programów należy wybierać najdalej idący. Program Rady Prymasowskiej ”jest programem wstecznym, programem powrotu do sytuacji przedgrudniowej. Jest on nie do przyjęcia dla żadnej ze stron”.

W oświadczeniu z 8 sierpnia KOS wypowiadając się przeciwko kompromisowi z komunistami, a jednocześnie słusznie powątpiewając w bliską możliwość ich obalenia, sformułował zasady swojego programu:

1/ Totalitarny system komunistyczny władza, która go strzeże i reprezentuje, są wrogie społeczeństwu polskiemu jako całości.

2/ Wszelka trwała ugoda z władzą byłaby wyrażeniem zgody na kontynuowanie procesów wyniszczających naród gospodarczo, biologicznie i duchowo. Również cząsteczkowe kompromisy służyć mogłyby jedynie umacnianiu systemu, który ta władza reprezentuje. Nie wyklucza to udanych kompromisów taktycznych w skali lokalnej i zakładowej,

3/ Siła władzy oparta jest na sowieckiej potędze militarnej, z którą bezpośrednia zwycięska konfrontacja nie jest możliwa,

4/ Perspektywy ruchu oporu nie stanowi więc ugoda z władzą ani też jej pokonanie przemocą, lecz stworzenie niezależnego od niej życia społecznego otwartego na wykorzystanie realnej szansy ostatecznego wyzwolenia narodu spod jej panowania.

/…/ Tym,  co różni nasz program od stanowiska TKK jest odrzucanie przez nas ugody z władzą. Celem naszym jest doprowadzenie do sytuacji, w której władza będzie reprezentantem społeczeństwa służącym jego rzeczywistym interesom”.

W kwietniowym programie KOS jeszcze wyraźniej stawia sprawę niepodległości:

„Stworzenie takiego ruchu, którego ostatecznym celem jest odzyskanie całkowitej niepodległości i suwerenności jest zadaniem wszystkich Polaków.

/…/ Opór społeczeństwa musi więc skierowany być przeciwko tym instytucjom władzy, które stawiają sobie za cel umocnienie w Polsce totalitarnego systemu komunistycznego, a więc przeciwko: PZPR, SB, podległej dowództwu Układu Warszawskiego armii i przeciwko podporządkowanej moskiewskim mocodawcą władzy państwowej.

/…/ Jak walczymy – Obca jest /nam/ taktyka ustępstw na rzecz władzy, która miałaby doprowadzić do „normalizacji sytuacji”. Wojna została nam wypowiedziana i będziemy ją prowadzić aż do zwycięstwa”.  Wprawdzie w swym kwietniowym programie KOS dopuszczał jeszcze możliwość kompromisu z władzą po przywróceniu przez nią stanu sprzed 13 grudnia, ale jednocześnie zaznaczał: „Samo zakończenie stanu wojennego nie może być równoznaczne z zaprzestaniem przez nas walki”.

Zgadamy się w pełni z tezami przedstawionymi przez KOS, jedynie inaczej zapatrujemy się na konkretną interpretację sformułowania: „niezależne od władzy życie społeczne”. Jako przeciwnicy utopijnej idei „społeczeństwa podziemnego” uważamy za najważniejsze stworzenie niezależnych instytucji i struktur władzy (patrz III).

„Czas stanu wojennego musi być wykorzystany do ostatecznego uformowania się Nowego Organizmu społeczeństwa polskiego. Muszą uformować się do końca siły, których posłuchają rzesze narodu … Wszystkie siły zdolne zastąpić obecną władzę są lepsze niż ona. Dlatego różne kierunki muszą wziąć udział w przygotowaniu nowych narodzin Polski z dna kryzysu i hańby.

/…/ Przyszłość władzy w Polsce to koalicja stronnictw /…/ „Demokracja socjalistyczna” została pogrzebana i musi powstać nowa, wyrażająca interesy i ideały wszystkich klas” (Informator Regionu Środkowo – Wschodniego, czerwiec 1982).

II. „S” organizacją związkową czy niepodległościową?

Po 13 grudnia zaznaczyła się polaryzacja stanowisk w tej kwestii. Większość działaczy „S”, w tym TKK, zaczęła pod naporem komunistów odżegnywać się od polityki i podkreślać związkowy charakter „S”: „Nie chcemy być ani rządem ani partią polityczną. Chcemy być niezależnym i samorządnym ruchem związkowym” (Oś. 5 x TAK).

Takie stanowisko jest wyrazem słabości „S”, ponieważ:

a/ nie można oddzielić polityki od działalności związkowej prowadzonej w skali kraju,

b/ składanie tego typu zapewnień nie udobrucha komunistów, a we własnych szeregach wprowadza zamieszanie, dezorientację i osłabia efektywność antykomunistycznego oporu.

Poruszając problem pożądanego przekształcenia działaczy związkowych w działaczy opozycji politycznej i przemiany „S” w partię polityczną B. Łączyńska pisała: „Powstanie ona (tj. partia polityczna – przyp. „N”) teraz w rezultacie działania władz. Jest to konieczność dziejowa, nasza jedyna szansa. Nie musi a nawet nie powinna to być organizacja scentralizowana (w sensie ośrodka decyzyjnego) … Nie warto się upierać przy fikcji działalności związkowej i z tego powodu ograniczać ją do zakładów pracy” (Opornik 12.04. Reg. Wlkp.).

Najpełniej koncepcję przekształcenia „S” w rodzaj Konfederacji Organizacji Niepodległościowych przedstawił M. Poleski na łamach KOS-a nr 8 z maja 1982. Słusznie uważa on, że należy powołać w zasadzie nową organizację – Związek Walki „Solidarność” działającą w podziemiu i opartą na ponownym naborze członków, „by było jasne kto w „S” działa, a kto jest tylko sympatykiem”. Owe 10 mln jest dziś większym mitem niż kiedykolwiek. A dalej autor pisze: „Powinniśmy dziś tworzyć jedną niepodległościową organizację ”S”, o jednej krajowej i zagranicznej reprezentacji, ale pozbawioną hierarchicznej struktury – organizację, której ogniwa łączy program, idea Solidarności, a nie przekazywane z jednego centrum dyspozycje. /…/. komitet Krajowy „S” i jego regionalne ośrodki muszą powstać w wyniku kooptacji społecznych autorytetów, ludzi … reprezentujących różne orientacje polityczne”(a więc należących obecnie już do różnych grup i organizacji). „Podstawowym zadaniem jest dziś wyniesienie sprawy polskiej na forum międzynarodowe. Konieczne jest powołanie Polskiego Komitetu „S” i oficjalnych przedstawicielstw „S” za granicą. Krajowy Komitetu „S” i Polski Komitetu „S” powinny wystąpić o uznanie ich przez rządy krajów demokratycznych za jedynego przedstawiciela społeczeństwa polskiego /…/. „S” musi kwestionować porządek jałtański. /…/

Głównym zadaniem PK „S” byłoby prowadzenie aktywnej polityki niepodległościowej na forum międzynarodowym.”

Koncepcja przedstawiona przez M. Poleskiego jest godna ze wszech miar poparcia, ale całkowicie utopijna, ponieważ:

1/ Biuro Koordynacyjne „S” za granicą jest niezdolne do działań politycznych o czym świadczy pozbawiona logiki treść jego oświadczeń we fragmentach dotyczących zagadnień politycznych. W oświadczeniu o ataku w Bernie na ambasadę władz okupacyjnych Polskę, solidarnościowcy zagraniczni oświadczyli, że „Solidarność jest organizacją legalną” oraz, że „nie walczy ona z obecnymi władzami PRL”. Otóż jeśli „S” jest organizacją legalna, to w takim razie nielegalne są władze, które zepchnęły ją do podziemia, a więc należy z nimi walczyć. Jeżeli natomiast nie należy walczyć z obecnymi władzami, bo są legalne, to w takim razie miały prawo zrobić z „S”, co im się podobało.

Trudność naszej sytuacji polega na tym, że jedynie „S” ma na tyle duży autorytet społeczny, iż mogłaby pociągnąć całe społeczeństwo za programem niepodległościowym. Ale jednocześnie właśnie „S” jest obecnie całkowicie niezdolna do stania się czymś innym niż związkiem zawodowym. Taki stan zawieszenia będzie przeciągał się dopóki nie wyłonią się silne partie polityczne. Jak pisze TW „Do tego potrzeba jest zachęta Związku by w konspiracji organizowały się partie polityczne … powstawały, formułowały swoje programy polityczne i przedstawiały je społeczeństwu. Tylko w ten sposób staną się dla władzy kolejną siłą” (TW 23 „Jaka siła”). Podobne stanowisko zajmuje cytowana już przez nas „Karta” nr 19 pisząc, iż potrzebni są nam „politycy rozbudzający myśl polityczną i budujący parlamentarną strukturę przyszłego państwa (powstanie programów politycznych i partii – w tej właśnie kolejności z racji dotychczasowego bezhołowie).”

„Niepodległość” wypowiada się za ześrodkowaniem wszystkich sił na działalności politycznej i konsekwentnie dąży do powołania partii o programie radykalno – demokratycznym.

Część działaczy podziemia bojąc się odcięcia od zakładów pracy nie chce przystąpić do organizowania partii politycznych, w dalszym ciągu uważając „S” za rodzaj dźwigni politycznej, która będzie wynosić do góry. Twierdzą oni, że partie byłyby bardziej narażone na przeciwdziałanie ubecji niż organizacja związkowe. Nie zgadzamy się z tym poglądem. Dal komunistów każda organizacja opozycyjna stanowi zagrożenie i będą ją zwalczać w miarę swych sił.

Należy natomiast uświadomić sobie, jakie istnieją różnice między organizacją zawodową a polityczną:

1/ Partia walczy o zdobycie władzy, a związek o ograniczenie władzy komunistycznej,

2/ Partia jednoczy ludzi o wykrystalizowanych i w miarę jednolitych poglądach, a związek jednoczy wszystkich, którzy chcą w nim działać,

3/ Związek jednoczy wszystkich pracowników na terenie danego zakładu pracy, a partie tylko osoby o bardzo zbliżonych poglądach politycznych,

4/ Związek może być efektywniejszy, gdy chodzi o zorganizowanie strajku w danym zakładzie, a partia, gdy walka toczy się  o obalenie władzy w państwie.

III. Podziemne struktury władzy politycznej (państwowej) czy konspiracyjne ruchy społeczne.

Po kilku miesiącach wojny kolejne pisma i grupy zaczęły się opowiadać za ideą utworzenia w przyszłości PPP. W odróżnieniu jednak od „Niepodległości” łączą jego ewentualne powstanie z wcześniejszym utworzeniem „społeczeństwa podziemnego”. Koncepcja ta tkwi w teorii „ruchów społecznych” lansowanych w latach 70 – tych. Przekonanie, że ludzie mogą efektywnie działać w długich okresach tylko luźno zorganizowani, bez hierarchii i kierownictwa, że spontaniczność pozwoli przezwyciężyć wszelkie trudności, że w nieskończoność można utrzymywać aktywność mas, natomiast demokracja stoi w sprzeczności z wszelką hierarchią, itd. są po prostu niezgodne ze zdrowym rozsądkiem. Po każdym etapie spontaniczności musi przyjść organizacja, a masy po odpływie fali rewolucyjnej zawsze stają się apatyczne, w każdym ustroju. Wówczas w demokracji reprezentują je aktywne mniejszości zorganizowane w sposób demokratyczny. Kontrola nad kierownictwem „ruchu” jest wbrew pozorom mniejsza, niż w „organizacji” demokratycznej, gdyż brak w niej ustalonej hierarchii i zależności. W praktyce też okazuję się, że gdzie jest organizacja (Wrocław), tam walka toczy się na zupełnie innych zasadach, niż w stolicy, gdzie mamy podziemne społeczeństwo, w związku z tym czerwoni śpią spokojnie.

Przejdźmy jednak do konkretów. W kwietniu KOS pisał, iż na jego program składają się:

1/ odmowa współpracy z okupantem,

2/ rozwijanie autentycznego życia społecznego,

3/ stopniowe przygotowanie społeczeństwa do stworzenia własnego „państwa podziemnego”, funkcjonującego w opozycji do wrogich narodowi struktur władzy.

Na czym jednak owo przygotowanie ma polegać? W punkcie trzecim czytamy, że wymaga on:

1/ aktywnego podejmowania przez KOS-y organizowanych przez pozostał na wolności władze „S” akcji o charakterze ogólnospołecznym i czynnego współdziałania w upowszechnianiu tych akcji. „Polskie państwo podziemne” powstać będzie mogło tylko w klimacie solidarnego współdziałania społecznego.

2/ aktywnego przeciwstawiania się przez KOS-y działaniom opozycyjnym o charakterze terrorystycznym, sekciarskim, szerzącym wzajemną nienawiść na tle religijnym, rasowym czy politycznym. Państwo podziemne nie będzie mogło powstać w społeczeństwie skłóconym wewnętrznie.

3/ wspierania przez KOS-y wszelkich indywidualnych i zbiorowych przejawów oporu wobec reżimu.

4/ współtworzenie przez KOS-y wyspecjalizowanych agend ruchu oporu zajmujących się ściśle określoną dziedziną działalności opozycyjnej (wydawnictwa, redakcje, grupy specjalizujące się w akcjach ulotkowych i plakatowych, uniwersytety latające, wszechnice, kasy oporu, biura interwencyjne itp.). Szczególną agendą państwa podziemnego winny stać się sądy społeczne funkcjonujące w poszczególnych środowiskach i regionach (wyroki: ostrzeżenie, nagana, infamia). (kwiecień 1982)

Jest to więc raczej program minimum zaangażowania społecznego, który z faktycznym tworzeniem Państwa Podziemnego ma niewiele wspólnego.

Bardziej konkretne propozycje spotkamy w deklaracji „Ruchu Społecznego” – Wolność, Sprawiedliwość, Niepodległość” będącego kontynuacją „Klubów Samorządnej Rzeczpospolitej – WSN”, wywodzących się z niezrealizowanego pomysłu „Klubu Inicjatyw Społecznych”:

„Uważamy dziś za konieczne tworzenie zalążkowych struktur podziemnego społeczeństwa i państwa, a przede wszystkim:

a/ tworzenie terytorialnych samorządów społecznych /…/ (które winny) objąć wszystkie środowiska zawodowe, zakładowe i inne”.

Samorządy dzielnicowe i miejskie, a w perspektywie nieco dalszej regionalne miałyby wspierać statusowe struktury „S” poprzez „umożliwienie zbierania informacji oraz konsultację programów akcji w zakresie szerszym niż związkowy (m. in. w ich skład weszłyby liczne osoby, które poświęciły się działalności społecznej po 13 grudnia). Reprezentatywność samorządów RS WSN zamierza osiągnąć poprzez skupienie przedstawicieli wszystkich samorządów środowiskowych i zakładowych, różnych formacji ideowych i politycznych, pokoleń, grup i warstw społecznych. Samorządy będą wypowiadać się we wszystkich sprawach społeczności, która je wyłoniła i proponować konkretne rozwiązania. Będą zatem sprawdzianem zdolności tworzenia demokratycznej i kompetentnej władzy”. Samorządy, stanowiące wysoką formę organizacyjną Społeczeństwa Podziemnego, staną się strukturą Państwa Podziemnego”. Samorządy terytorialne powinny dawać moc prawną społecznemu wymiarowi sprawiedliwości (za KOS nr 14, 26.08.82).

Uważamy, że pomysł z samorządami działającymi w podziemiu jest jeszcze jedną utopią. Do samorządów obywatele muszą mieć dostęp, a ich zadaniem jest załatwianie konkretnych, bieżących problemów dzielnicy, miasta, regionu, co jest w konspiracji niemożliwe. Ponadto skupienie w nich przedstawicieli różnych organizacji samorządowych jest kolejna fikcją. Kierownictwo bowiem większości tych organizacji, nie będzie miało nawet zamiaru ryzykować działalności podziemnej. Inaczej rzecz przedstawia się z partiami politycznymi, te jeśli chcą w ogóle działać mogą to robić tylko w podziemiu. Być może autorzy mają nadzieję, że w wypadku „liberalizacji” samorządy te wyprowadzą na powierzchnię życia społecznego, co np. z reprezentacją partii politycznych byłoby możliwe tylko po obaleniu komunizmu.

„Niepodległość” zgadza się z poglądem zaprezentowanym przez CDN – należy dążyć do utworzenia reprezentacji społeczeństwa polskiego w konspiracji, czegoś na kształt okupacyjnej Rady Jedności Narodowej. Oczywiście ciału temu brakowałoby na razie szerszych podstaw społecznych, a także efektywnej możliwości działania. Ale uczyniono by niezmiernie ważny pierwszy krok. Z jego działalnością związana byłaby walka o cele długofalowe.

Utworzenie RJN może być trudne w aktualnej sytuacji, gdy kierunki polityczne dopiero ulegają krystalizacji, dość zresztą nierównomiernie na terenie całego kraju. Dlatego w nr 7 „N” proponowaliśmy jako łatwiejsze utworzenie na początek Regionalnej Reprezentacji Politycznej na Mazowszu – terenie najbardziej upolitycznionym. Taka RRP nie zajmowałaby się oczywiście żadną konkretną działalnością, ale jej powołanie odegrałoby niezmiernie ważną rolę polityczną, gdyż stałaby się ona zalążkiem dwuwładzy – warunku udanej rewolucji.

Czym może być Państwo Podziemne w naszej sytuacji? Otóż składa się nań przebywająca w podziemiu:

a/ reprezentacja polityczna społeczeństwa, składająca się z przedstawicieli partii politycznych działających na terenie kraju i uznających jako minimalna płaszczyznę porozumienia walkę o niepodległą republikę parlamentarną. Reprezentacja ta poprzez swoje oświadczenia i deklaracje przekreśla istnienie oficjalnego Sejm, podważa stabilność i legalność władzy okupacyjnej, nadaje prawny, legalny charakter swej egzekutywie – rządowi, który w każdej chwili może powołać, wprowadzając w kraju stan bliski dwuwładzy, może sama lub za jego pośrednictwem prowadzić własną działalność dyplomatyczną zawierając sojusze i porozumienia, a w sprzyjającej sytuacji międzynarodowej doprowadzając do wycofania uznania dla władz okupacyjnych,

b/ rząd, czyli egzekutywa reprezentacji politycznej społeczeństwa. Może on ze względów taktycznych i organizacyjnych nosić różne nazwy, nie musi być też powoływany natychmiast po utworzeniu RJN. Taki rząd byłby dopiero potrzebny w momencie ostatecznym, decydującej konfrontacji z komunizmem.

Spotykające się w RJN różne organizacje i partie mogłyby też tworzyć wspólne, apolityczne agendy, współdziałające w organizowaniu wywiadu, legalizacji, wymiaru sprawiedliwości, łączności radiowej itd. Naszym zdaniem głównym wrogiem nie jest różnorodność i różnice między ugrupowaniami opozycyjnymi. Te różnice są duże, a będą jeszcze większe, gdyż takie jest życie – samo społeczeństwo jest i będzie podzielone. Nie idzie zatem o sztuczne niwelowanie różnic (wynikają one ze sprzecznych ze sobą interesów różnych części społeczeństwa), ale o współdziałanie grup o odmiennym programie wokół hasła minimum – Niepodległej Republiki Parlamentarnej.